wtorek, 30 czerwca 2015

"Życie towarzyskie i uczuciowe" Leopold Tyrmand

Data wydania: 8 maja 2009


Pisarz zapomniany. Stało się to, czego pragnęła PRL-owska cenzura. Mimo że już jej nie ma to mało kto o nim pamięta, zwłaszcza poza Warszawą. Dla Warszawiaków przedstawia on jakieś wartości, gdyż malowniczo portretuje miasto swojego urodzenia chociażby w „Złym”. W „Życiu towarzyskim i uczuciowym” również portretuje, ale nie samo miasto, a ludzi, którzy je tworzą. To powieść z kluczem osobowym, dlatego taki skandal wywołała tuż po wydaniu. Teraz nie szokuje, a zdarzenia w niej zawarte czytelnik przyjmuje ze smutnym zrozumieniem.

Powieść ta to rozrachunek z literacką„Warszawką”. Oskarża swoich znajomych o wszystkie krzywdy, których doznał, ale także za to, że zdradzili wielkie idee. Wypomina kolegom pisarzom i dziennikarzom komformiz, to że chodzą na układy z władzą, by dostać samochód, czy wycieczkę zagraniczną, cynizm, życie bez idei, tylko dla własnej przyjemności i komfortu, brak sumienia czy też poczucia winy wywołanego przez pisanie kłamliwych tekstów, czy też publiczne szkalowanie. To tyrmandowskie J'accuse.

Życie towarzyskie i uczuciowe” opowiada o literackich kółkach wzajemnej adoracji. Relacjonuje życie warszawskich elit lat 50. Głównym bohaterem jest Andrzej, dziennikarz i oportunista, który, choć nie wydaje się zdemoralizowany, to jednak postępuje tak, jak od niego oczekuje władza. Dlaczego? Bo tak jest łatwiej żyć, a dostosowanie się do okoliczności to też sztuka. To Andrzej i jego żona są osiami historii, ale tak naprawdę sportretowana została cała śmietanka towarzyska. Spojrzenie autorka na warszawskie„elity” jest bardzo gorzkie. Zaprezentowana została grupa społeczna bez zasad moralnych, dbająca tylko o swoje interesy, której wzajemne powiązania i wymiany partnerów seksualnych brzmią aż obrzydliwie. Obnaża wszystkie najgorsze sekrety kolegów po fachu, ale też koleżanek, które dzięki swojej zmyślności, jak również handlowaniu swoimi wdziękami (to te mniej sprytne) uzyskiwały to, co chciały, także dla swoich mężów. Stawały się kimś w rodzaju szarej eminencji, która to po cichu rządzi tym, kto jest na tapecie, a kto nie. Wszyscy są źli, wszyscy kombinują, by żyć. Pisarz najlepiej prezentuje swoje alter ego – Mikołaja Planka. Też ma wady, ale jednak jest ideowcem, nie sprzedaje się, choć może. Sam jeden przeciw wszystkim. Ale na ile jest to szczere?

Czy czytelnicy znają to uczucie, gdy wszystko powinno znaleźć się w odpowiednich szufladkach umysłu i idealnie pasować do czytelniczego gustu, a jednak nie pasuje? Tak mam z tą książką. Długo się zastanawiałam, co mi się nie podoba w tej dobrze napisanej powieści. I znalazłam odpowiedz. „Życie towarzyskie i uczuciowe” jest dla mnie martwe. 50 lat temu żyło, pulsowało, oskarżało i obrażało. Teraz to są puste słowa, które odnoszą się do jakiś mrocznych person z przeszłości, które aktualnie już nic nie znaczą. Powieść ta posiada klucz, którego ja nie dzierżę w ręku. Opisane osoby są dla mnie widmami z przeszłości. Źle wybrałam pozycję Trymanda na pierwszy raz. Opisane historie były bardzo ciekawe, ale, dla mnie, były one odległe. Pisarz relacjonuje je ze znawstem. Bo w końcu, kto mógł lepiej opisać ciemną stronę Warszawy, jeśli nie hulaka, kobieciarz, jazzman, a zarazem uważny obserwator rzeczywistości, którym był Tyrmand. Ale te obrazki z życia Warszawki to tylko martwe obrazki.

Do pewnego stopnia wciągnęły mnie te przekręty pod nosem władz i z umiarkowanym zainteresowaniem obserwowałam coraz gęstszy labirynt wzajemnych powiązań między postaciami. Siatka zależności robiła się coraz obszerniejsza, tak że w pewnym momencie obraz był zaciemniony. Powstała specyficzna sieć, która reagowała na każdy ruch dowolnej osoby się w niej znajdującej.

Styl tekstu jest reportażowy, a jednocześnie piękny. Oskarżycielski, a z drugiej strony zdarzają się chwili pełne zadumy i namysłu. Niektóre przemyślenia są bardzo głębokie i napisane w sposób urzekający. To bardziej relacja, aniżeli powieść. Powoduje to, że postacie są doskonale scharakteryzowane. To naprawdę głębokie portrety psychologiczne.

Oczywiście, że znalazłam informacje, kto kim w tej książce jest, ale co z tego? To dla mnie jałowa zabawa, bo oni już są zapomniani, a w każdym razie nie funkcjonują w świadomości młodszego, po PRL-owskiego pokolenia.


Polecam osobom, które cenią wnikliwe spojrzenie reportera. To demaskacja polskiej elity lat 50. dokonana od środka. W mojej ocenie „Życie towarzyskie i uczuciowe” nie przetrwało próby czasu. Dla współczesnego czytelnika, niezbyt znającego realia życia za Polski Ludowej, powieść ta jest martwa. Można z niej wyciągnąć pewne ogóle wnioski, aktualne do dziś. Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak daleko ludzie posuną się, by zdobyć to czego pragną, jak bardzo granice moralne są relatywne i jak można je dowolnie przesuwać w zależności od okoliczności, polecam. 

13 komentarzy:

  1. Niestety raczej nie jest to dla mnie - ale moze innych zainteresuje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. PRL raczej mnie nie interesuje, więc wątpię abym sięgnęła po ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja podeprę się Twoim zdaniem, iż ''dla współczesnego czytelnika, niezbyt znającego realia życia za Polski Ludowej, powieść ta jest martwa''. Dlatego też wątpię, abym odpowiednio doceniła walory tej pozycji. Zatem spasuje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Na tę książkę poluję już od jakiegoś czasu. Muszę koniecznie dołączyć ją do swojej Tyrmandowej biblioteczki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. PRL to zdecydowanie nie moje klimaty, aczkolwiek książka zapowiada się interesująco.

    Pozdrawiam,
    http://recenzjewojtka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. ,,Zły" był rewelacyjny. Tej pozycji nie czytałam jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam w planach "Złego", bardzo się cieszę, że jest tak rewelacyjny.

      Usuń
  7. Chyba bym się w niej nie odnalazła...

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślę, że z chęcią bym przeczytała. Doceniam tego typu książki i autorów :)

    Zapraszam mini-book-review.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Właśnie się obawiam, ze przez to, że nie znam realiów tamtych lat, powieść mnie nie zachwyci.

    OdpowiedzUsuń
  10. Gdzieś mnie w jakimś stopniu to spojrzenie na ality tamtych lat ciekawi, ale raczej an zasadzie tego, jak można to opisać, a nie konkretnych postaci, bo tak jak mówisz dziś nie mają one już siły oddziaływania.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie mogę się zdecydować, czy brzmi to dla mnie męcząco, czy interesująco...

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Jestem ogromnie wdzięczna w uczestniczeniu w życiu mojego bloga.
Komentarze anonimowe będą kasowane (proszę o przedstawianie się).