niedziela, 21 grudnia 2014

"Dziedzice krwi" Mateusz Sękowski

Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 24 października 2013
Liczba stron: 418

Mateusz Sękowski jest dla mnie jedną wielką niewiadomą. Ten debiutujący pisarz uczy się w liceum ogólnokształcącym w Warszawie. Dziedzice krwi to pierwsza książka w dorobku. Do debiutów literackich nieznanych mi pisarzy podchodzę nieufnie. Niestety, po raz kolejny okazało się, że postępuję słusznie.

Rodzice ćwierćelfa Aerdina Vaske zostają zamordowani, razem z całym dworem królewskim. Młody następca tronu, poprzysięga zemstę na oprawcach swojej rodziny. Przez osiemnaście lat poszukuje sprawców tego haniebnego czynu, by móc wypełnić obietnicę odwetu. Dociera do Wisielczych Marnot, ażeby poszukać dalszych tropów. Niestety najlepszy i najskuteczniejszy handlarz informacjami w państwie derveńskim, zwany Nieznajomym, nie mówi nic odkrywczego. Podsuwa jedynie stary ślad, a Aerdin postanawia za nim podążyć, jednak przyciąga problemy niczym magnes. Kto mu pomoże? Czy znajdzie sojuszników w tym strasznym i brutalnym świecie? Mężczyzna niejednokrotnie będzie musiał zmierzyć się z groźnymi nieprzyjaciółmi. Czekają go niebezpieczne potyczki, inteligentni przeciwnicy oraz potężna magia. Czy Aerdin stawi czoła wyzwaniom i dopełni swojej zemsty?

W książce naprawdę wiele się dzieje. Sytuacja zmienia się ze strony na stronę, a akcja powieści pędzi, jakby była żywa i uciekała przed strasznymi potworami. Czy to dobrze, że ta historia tak szybko się rozwija? Nie dla mnie w każdym razie. Czytając tę książkę, miałam wrażenie, że nie zapoznaję się z powieścią, tylko z protokołem zdarzeń. Zdawało mi się, że pisarz ma dokładny plan swojej pracy i każdy z podpunktów realizuje w kilku zdaniach i w potężnych dialogach. Przyznaję, że Dziedzice krwi to powieść dynamiczna, jednak zupełnie pozbawiona opisów. Wszędzie tylko wymiany zdań między bohaterami. Mateusz Sękowski odebrał mi szansę na wyobrażenie sobie danej sytuacji. Kiedy mój umysł analizował jeszcze poprzednie wydarzenie, autor zdążył opisać już dwa kolejne. Przez to byłam bardzo zagubiona, a całokształt przytłoczył mnie swoim tempem.

Książka składa się głównie z dialogów. Deskrypcje wyglądu, otoczenia, czy myśli pisarz ograniczył do minimum. Metoda telegraficznego skrótu została zastosowana także w opisie emocji. Sękowski wszelkie deskrypcje przeżyć wewnętrznych skondensował do krótkich zdań pojedynczych. Takie posunięcie zdecydowanie nie nadało głębi bohaterom. Brak im jakichkolwiek cech charakteru, rysu psychologicznego, czy też życia wewnętrznego. Nic w tym zresztą dziwnego, wszak ciężko stworzyć wielowymiarową postać nie stosując opisów.

Świat przedstawiony jest ciekawy i interesujący. Trudno mi jednak wypowiedzieć się na jego temat, ponieważ brak opisów spowodował to, że z trudem wyobrażałam sobie scharakteryzowaną w powieści rzeczywistość. Wydaje mi się jednak, że to jest konglomerat znanych już uniwersów. Jednakże nawet przyjemnie czytało się o elfach, krasnoludach i całej fantastycznej ferajnie.
Styl autora jest lakoniczny i skrótowy, a jego słowa nie roztaczały barwnych wizji w mojej głowie. Nie cierpię takiego pisania byle jak, byle szybko, byle dalej i byle prędzej. Język sam w sobie jest przeciętny. Pisarz próbował używać staropolszczyzny, ale zupełnie mu to nie wyszło. Tak jakby sądził, że archaizacja języka polega na odmianie przez przypadki słowa „chędożyć”. Osobie niezaznajomionej bądź nielubiącej staropolszczyzny nie powinno to przeszkadzać, gdyż została użyta niezbyt wprawnie i bardzo rzadko. Wszelakie żarty zawarte w powieści wywoływały mój uśmiech zażenowania. Cięte riposty były „stępione”. Przeszkadzały mi również twory językowe typu „szlachciarzyk”.

Z przykrością stwierdzam, że prawie nic mi się w tej powieści nie podobało. Spotkanie z tym debiutantem było dla mnie wielkim rozczarowaniem. Nie odradzam Dziedziców krwi ostatecznie. Możliwe, że komuś spodoba się bezuczuciowa narracja, natłok wydarzeń i bezpłciowe postacie. Niezbyt przypada mi do gustu okładka, choć sama książka jest schludnie i porządnie wydana. Korekta spisała się bez zarzutu. Ja z przykrością stwierdzam, że kolejne książki Pana Mateusza Sękowskiego będę omijała szerokim łukiem.
1/10

22 komentarze:

  1. Brak opisów i płaskie postacie to dla mnie duży minus w powieści.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z debiutami bywa różnie. Może kolejne książki tego autora okażą się lepsze. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj nie, ta książka całkowicie mnie nie interesuje...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale powiało arktycznym chłodem :) Ja w każdym razie spasuje, gdyż przytoczone przez Ciebie argumenty/uwagi skutecznie przemawiają na niekorzyść tej lektury.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bezpłciowe postacie mnie przerażają. Czegoś takiego nie lubię.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie, nie, nie. Ta książka nie jest dla mnie. Już wiem że będę omijać ją szerokim łukiem. Szkoda, że większość książek wydana self-publishing nie jest dobra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiedziałam, że Novae Res to self-publishing, choć chodzą takie plotki, ale nigdy się tym nie interesowałam :-)

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Yyy, to było cenne spostrzeżenie.

      Usuń
  8. Jednak widzę, że kompletnie klapa wyszła, nie przepadam za opisami, ale kompletny ich brak również jest zły.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hmm tak cyz siak, mam ją u siebie, ale nie nastawiam się na nic specjalnego.

    OdpowiedzUsuń
  10. No cóż, brak opisów, źle skonstruowane postacie... nie wygląda to dobrze... Pozdrawiam świątecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zdecydowanie nie sięgnę po tę książkę. Może kolejne książki tego autora będą lepsze i bardziej pomysłowe, bo po Twojej recenzji, mam wrażenie, że autor stworzył po prostu zlepek kilku książek tego typu i nie bardzo mu to wyszło.

    OdpowiedzUsuń
  12. 1/10? Nie, to ja już lepiej podziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto przeczytać tekst dołączony do liczb.

      Usuń
  13. Przykro mi, ze rozczarowałaś się książką. Wiem jaki zawód niesie za sobą zawiedzione oczekiwania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewiele oczekiwałam. Przecież to napisałam...

      Usuń
  14. Tym razem nie dla mnie, zdecydowanie.. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zbyt dynamiczna akcja i brak opisów to faktycznie może być wada. Zresztą to nie do końca mój gatunek, więc bez żalu zrezygnuję z tego tytułu.

    OdpowiedzUsuń
  16. Akurat uwielbiam opisy, zwłaszcza uczuć, które potem pozwalają mi lepiej ocenić danego bohatera. Dialogi to niestety nie wszystko, ale zdaje sobie sprawę, że sporo ludzi woli dialogi niż nudne opisy.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Jestem ogromnie wdzięczna w uczestniczeniu w życiu mojego bloga.
Komentarze anonimowe będą kasowane (proszę o przedstawianie się).