środa, 1 listopada 2017

"Siedem dalekich rejsów" Leopold Tyrmand

"Siedem dalekich rejsów" Leopold Tyrmand
Liczba stron: 192
I co z tą książką zrobić? Historia sama w sobie jest taka... niewciągająca. Ale z drugiej strony jak może być wciągająca, przecież, jak klasyfikuje wydawnictwo, książka ta przynależy do serii "biblioteka wykształciucha". Widział kto kiedy wykształciucha, który czytałby ciekawą, na planie fabularnym, książkę? No, ja też nie.

A przy „Siedem dalekich rejsów” jest powieścią fascynującą. Leopold Tyrmand, w dzisiejszych czasach, mógłby pisać dialogi do... komedii romantycznych. Ale nie tych durnych, polskich pseudo-filmów, tylko do tych najlepszych, skrzących się inteligentnym żartem. Tyrmand wykreował w omawianej przeze mnie książce atmosferę ciągłego starcia się dwóch charakterów i erotyzmu. To wszystko na tle niebanalnej, a jednocześnie niewciągającej historii dotyczącej dzieła sztuki. I mimo że w tle rzeczywistość skrzeczy, jest groźnie, a Polska Ludowa przeraża swoją nieuchronnością, od Bałtyku wieje chłodny wiatr, to jednak najważniejsi w tej historii są ona i on.
Nie zamierzam przytaczać biografii Tyrmanda, kto ciekaw, sam znajdzie. Ważniejsza od biogramu jest dla mnie książka, która mimo niewielkiej objętości, serwuje wieloznaczne, niesztampowe postacie, które z przyjemnością się obserwuje jak robaki na szkle laboratoryjnym. Jak już wspomniałam książka liczy ok. 200 stron, ale mimo to czyta się ją niełatwo. Jest przeładowana dialogami, które chociaż błyskotliwe, nie popychają akcji naprzód. I dobrze, bo to przede wszystkim powieść o ludziach. A akacja... Jakie ma znaczenie akcja i jakiś durny obraz w obliczu erotycznego napięcia między dwojgiem ludzi? Nie jest to tylko sztuka dla sztuki, autor nie próbuje pokazać, że posiada talent do prowadzenia kunsztownych literackich rozmów. Pokazuje, że seks ma początek w głowie. I w głowie się kończy.
Wszystko to dzieje się w małym miasteczku. Małym miasteczku - nie Stephena Kinga. Nie ma tam mrocznej atmosfery. Jest to małe tyrmandowskie miasteczko, w którym każdy się zna, ale nikt nie wie o nikim nic "naprawdę". Wszystko jest przypuszczeniem, drugi człowiek nie interesuje nikogo, jest aura beznadziei, konieczności przeżycia do jutra. Jakoś.

Ładna ta książka, może nie najlepsza, ale naprawdę ładna - tym samym 7/10, ponieważ w pewnym momencie pojawia się chaos myślowy, brak porządnego rozwiązania akcji i solidnej puenty.


A na koniec Tyrmand na dziś, na jutro, oby nie na zawsze: "Dziś pesymizm nie jest ani wysiłkiem, ani niezależnością. Jest pierwszym wrażeniem po rozejrzeniu się dookoła. Stanowi najprostszy wniosek, jaki można wyciągnąć z obserwacji. Jest światopoglądem łatwiejszym. Ale dostrzegać dół kloaczny, zdawać sobie sprawę z jego głębi i smrodu, a mimo to pozostawać optymistą… to sztuka. Oto dumne bohaterstwo naszego czasu. Oto wspaniała, trudna, niebezpieczna, szlachetna ekwilibrystyka moralna, na którą tak niewielu może się zdobyć".

8 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy cytat na koniec zaproponowałaś. Prawdziwy. Jestem ciekawa tej książki. Wstyd przyznać - nigdy o nim nie słyszałam :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam parę książek Tyrmanda, muszę sięgnąć i po tę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż muszę przeczytać - przekonałaś mnie tym, że autor powinien pisać dialogi do komedii romantycznych :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mimo chaosu, chciałabym poznać tę książkę. Wydaje się taka inna, niż wszystkie :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam kiedyś "Złego" tego autora i może nie była to genialna książka, ale miała coś w sobie, więc chętnie zapoznam się również z innymi jego dziełami.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie jestem zainteresowana tą pozycją ;)

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    OdpowiedzUsuń
  7. Coś w tym jest, że dziś dominuje pesymizm - rozmawia się z kimś, kogo się nie widziało od jakiegoś czasu i na pytanie o to, co u słychać zazwyczaj otrzyma się całą listę rzeczy, które idą nie tak, jak powinny. Może trzeba pytać inaczej - co dobrego Ci się dzisiaj przytrafiło? :)

    A w kwestii książki - ciekawi mnie to skupienia na relacji między bohaterami, ta ich wyrazistość przy jednoczesnym braku polotu jeśli chodzi o fabułę. Z Tyrmandem planowałam się spotkać, ale kusiła mnie raczej książka "Zły". Zobaczymy co szybciej wpadnie mi w ręce.

    OdpowiedzUsuń
  8. W sumie chyba nie czuję potrzeby, aby poznać ten tytuł za wszelką cenę. Jeśli kiedyś jakoś do mnie trafi z ciekawości zajrzę do środka, ale usilnie szukać na pewno nie będę.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Jestem ogromnie wdzięczna w uczestniczeniu w życiu mojego bloga.
Komentarze anonimowe będą kasowane (proszę o przedstawianie się).