wtorek, 1 października 2013

Święty Wrocław - Łukasz Orbitowski



Data wydania: maj 2013
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Liczba stron: 300

Co to jest Święty Wrocław? Czy ktoś wie jak powstał? Kiedy zapoczątkował swoje istnienie i jak długo będzie trwał? Może niebawem osiedle Polanka stanie się wolne, czyli takie jak każde inne w Polsce? Święty Wrocław jest błogosławiony czy przeklęty? Zabije nas czy zbawi? Ta książka nie odpowie na to pytanie, a czytelnikowi pozostają domysły. Może Święty Wrocław jest efektem zbiorowej histerii? A może brak słońca przytępił zdroworozsądkowe myślenie? Inną opcją jest, że bohaterowie książki sami sobie zgotowali ten los, wrzucając w wielką dziurę całe zło tego świata, łącznie z potworami i umarłymi bogami. Ale czy to ważne?

Rzecz ma miejsce na zwyczajnym osiedlu. Każdy kiedyś był na takim, a może nawet mieszkał. Nieporządne, odrapane, z przypadkową zbieraniną mieszkańców, tak samo szarych i obojętnych jak mury, w których przyszło im żyć. Jednak te mury w Polance są co najmniej nietypowe. Pewien mężczyzna, lekko zdziwaczały pustelnik, zaczyna obrywać tynk ze ściany. Okazuje się, że pod spodem kryje się dziwna, czarna, niespotykana substancja niewiadomego pochodzenia. Szaleństwo zaczyna zataczać coraz szersze kręgi i coraz więcej osób robi to co on. Pojawiają się prorocy z mesjanistycznymi wizjami, uważający to miejsce za ziemię wybraną, na której rozpocznie się apokalipsa. W międzyczasie ludzie zaczynają ginąć bez wieści. Czy znikają w Świętym Wrocławiu? Jeśli tak, to czy dobrowolnie, czy może coś lub ktoś ich do tego zmusza? Równolegle do tego wątku rozwija się uczucie Michała i Małgosi. On jest studentem historii, ona zaś to wyalienowana uczennica liceum. Temu związkowi sprzeciwia się ojciec nastolatki. A pod nosem ich wszystkich pręży się i drży Święty Wrocław.

A gdzieś obok narrator. Osobliwa postać, istniejąca poza czasem w czymś, co można nazwać kiedyś, po wydarzeniach przedstawionych w książce. Wegetuje w dziwnej przestrzeni (jaskini?), może w niebycie, w którym przebywa wraz ze zwierzętami. On sam osiągnął pewien stopień zezwierzęcenia, co ujawniają takie momenty, jak choćby ten, gdy odgryza krukowi skrzydło. Osoba opowiadająca dzieje Świętego Wrocławia boi się, a emocje udzielały się mnie. Powodów strachu prawdopodobnie już nigdy nie poznam, gdyż pisarz podsuwa tylko tropy, nie dając jednoznacznych odpowiedzi. Tym większa jest groza. Wszyscy szepcą, czegoś się obawiają, jednak niczego nie precyzują.
Opis fabuły jest obszerny, ale wynika to z faktu, że książka, mimo niewielkiej objętości, porusza wiele zagadnień, bynajmniej nie pobieżnie. Powieść opowiada o problemach, które dotyczą nas wszystkich, dzięki czemu Święty Wrocław to nie tylko surrealistyczny sen, ale też możemy odnaleźć w nim własne dylematy. Orbitowski to doskonały analityk rzeczywistości i w zwierciadle groteski ukazuje obraz młodego polskiego pokolenia. Dostałam także studium typowej mieszanki osiedlowej – alkoholicy, schizofrenicy, uliczni prorocy, znudzeni życiem przeciętni ludzie – to codzienność. Pisarz sięga i po miłość. Taką współczesną, zachłanną, fizyczną, a jednocześnie delikatną i niewspółcześnie trwałą, pokonującą przeszkody i istniejącą mimo przeciwności. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy w dzisiejszym świecie, między alkoholikami a łatwymi kobietami, można znaleźć „zawsze” niechaj sięgnie po Święty Wrocław. Brzmi ckliwie, ale wcale takie nie jest. Nawet tak szlachetne uczucie jak miłość zostało ukazane z ironią zakrawającą na pogardę. Ale sednem sprawy jest to cudowne osiedle. Ale czy na pewno to cud? Może wręcz przeciwnie. Osiedle to niemal żywa istota, w której zachodzą przemiany. Orbitowski przeplata sacrum i profanum, tworząc dziką pogańską mieszankę. Do Świętego Wrocławia ludzie wznoszą modły, śpiewają kościelne psalmy, na zmianę z przebojami zespołu Ich Troje. Czyżby to była wizja przyszłości, w której religia spada z piedestału i Boga (Bogów?) czcić można słowami Wiesz malutka może jak ciebie mi brak? i już nie istnieją podziały na święte i przeklęte, a osiedle Polanka to przerażająca synteza lęków i marzeń. To powieść wielowątkowa, ale przy tym bardzo spójna i ułożona w logiczną, choć trudną do interpretacji, układankę. Autor złączył to wszystko motywem osiedla i apokaliptyczną wizją, dzięki czemu miałam wrażenie płynności przechodzenia z jednego tematu do drugiego.

Styl tekstu to istna rewelacja. Orbitowski stylizuje go na profetyczną wizję. Nie obywa się bez jakiegoś prymitywizmu i choć nie uchodzi wątpliwości, że język charakteryzuje się poetyką, to jednak taką uliczną. Maniera osiedlowa to strzał w dziesiątkę, gdyż pisarz oddał cały charakter swojego utworu i stworzył mroczny klimat tajemniczej zamkniętej społeczności, jednak nie tak hermetycznej i odosobnionej, jakby to się stało przy okazji umieszczenia akcji w małym miasteczku. Słowa autora przenikają na wskroś. Tej książki nie można odłożyć dopóki nie dokona się ostatni cud na kartach powieści.

Zapraszam do Świętego Wrocławia. To mroczna opowieść o ludzkich charakterach, marzeniach, obawach, problemach, ale przede wszystkim zbrodniach. Gdy je wypieramy, to szukają one miejsca w świecie. Umościły się w takiej zwyczajnej, niepozornej Polance. To ich bezpieczna przystań. Całość przeplatana jest absurdalnym humorem. Myślę, że każdy będzie wolał widzieć w Świętym Wrocławiu zahaczającą o nonsens, surrealistyczną wizję pisarza niż metaforę życia naszych czasów. To niesamowita książka pod wieloma względami. Wieloznaczna – mnogość możliwych interpretacji rozłoży na łopatki każdego potencjalnego recenzenta. Groteskowa, częste alogiczne połączenia pozornych sprzeczności, które w świecie przedstawionym przez autora pasują do siebie idealnie. Intrygująca fabuła wywołująca delikatny dreszcz niepokoju, dopełniona została świetnym pisarskim stylem. Jestem pod wrażeniem.

12 komentarzy:

  1. Brzmi niezwykle interesująco. Mroczna powieść o ludzkich charakterach, marzeniach czy zbrodniach. Już ta wzmianka podziałała mocno na moją wyobraźnię. Jedynie obawiam się trochę stylu tekstu, który stylizuje na profetyczną wizję, ale mam nadzieję, że przypadnie mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaintrygowałaś mnie, także jak tylko ta książka mi się napatoczy, to chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na wieloznaczne książki zawsze znajdę czas. Muszę zajrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna recenzja! Jestem pod wrażeniem :) narobiłaś mi apetytu na książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Już kiedyś słyszałam o Orbitowskim, ale szybko wyleciało mi z głowy jego nazwisko. Dzięki za przypomnienie, teraz na pewno zagości u mnie na dłużej, bo czuję się zaintrygowana "Świętym Wrocławiem". Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawet nie wiesz jak bardzo zaintrygowałaś mnie tą książką! :) Na początku myślałam, że to chyba pozycja nie dla mnie, ale ostatecznie zmieniłam zdanie :D
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie słyszałam wcześniej o tej książce. Trochę nie moje klimaty, ale mimo wszystko jestem zainteresowana :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ta niejednoznaczność i surrealistyczny klimat przyciągają. Wiem jednak, że nie jest to dobra chwila na taką pozycję, a jeśli już mam ją czytać to wolę poczekać na moment gdy będę potrafiła się na niej skupić i ją docenić. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Brawo! :)
    Nie przekonał mnie opis tej książki, jednak powinnam się na nią skusić po Twojej recenzji :D

    Święty Wrocław... hm.. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo spodobała mi się Twoja recenzja. Jest napisana spójnie i ładnym językiem, a ja jestem ciekawa tej książki. :) Pewnie po nią kiedyś sięgnę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Mimo że Wrocław to moje miasto, jakoś nie ciągnie mnie do tej książki. Być może w przyszłości jeszcze nad nią pomyślę, ale na tę chwilę nie.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Jestem ogromnie wdzięczna w uczestniczeniu w życiu mojego bloga.
Komentarze anonimowe będą kasowane (proszę o przedstawianie się).