czwartek, 17 lipca 2014

"Klątwa tygrysa. Wyzwanie" Colleen Houck



Tłumaczenie: Martyna Tomczak
Tytuł oryginału: Tiger’s Quest
Seria/cykl wydawniczy: Klątwa Tygrysa tom 2
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 11 czerwca 2012
Liczba stron: 416

Oto kolejna sklejka kilku romansów paranormalnych. Posiada w sobie wszystko, co się sprzedaje – romans, trójkąt miłosny, fantastykę, mity i prostacki język. Oto przepis na bestseller. Autorka napisała tę powieść pod wpływem sagi „Zmierzch”. Powieść została odrzucona przez wydawców. Nie dziwię się im.

„Ze wszystkich rodzajów ostrożności, ostrożność w miłości jest najbardziej zabójcza.” Bertrand Russel

Kelsey odchodzi od Rena, ponieważ sądzi, że ich związek nie ma przyszłości i wraca do Ameryki. Tam odkrywa, że mężczyzna wraz z panem Kadmem zabezpieczyli jej przyszłość, kupili dom, samochód, opłacili studia i w ogóle, dziewczyna nagle staje się niezwykle bogatą studentką. Mimo tych udogodnień Kelsey cierpi po rozstaniu z Renem. Cierpi, płacze, chlipie i męczy czytelnika swoim głupim rozumowaniem. Jej rozmyślania są wręcz nieprzyzwoicie podobne do „Księżyca w nowiu”. Fabuła kręci się i wije wokół nieszczęśliwej Kelsey i tego jak bardzo tęskni za swoim księciem. Z tej rozpaczy kupuje sobie pluszowego tygrysa… Nie żartuję, moi drodzy. Następnie zachowuje się bardzo dojrzale i umawia się z kilkoma chłopcami jednocześnie. A dlaczego ma sobie dziewczyna żałować?
 Pewnego dnia jednak Ren wraca… I co teraz? Czy znów połączy ich uczucie? A może pozostaną sobie obojętni? No i co z bratem Rena – Kishanem? Odpowiedzi nie otrzymacie w książce, ponieważ autorka  rozwleka wątki i przeciąga je na kolejne tomy. Jeśli pani Houck będzie łaskawa to możliwe, że w ostatnim tomie serii w końcu coś wyjaśni. Ale teraz, powątpiewam.

„Razem w dusz i warg złączeniu” Percy Shelley

Na pierwszy rzut oka widać nawiązania do „Zmierzchu”. Kelsey oddalona od Rena ma omamy i słyszy swojego ukochanego podobnie jak Bella. Główna bohaterka mówi przez sen… No i pojawia się wszystko rozumiejący, zakochany Jacob. Tfu! Miałam na myśli Lee. W „Klątwie tygrysa” mamy Lee, który wpierw pomaga się dziewczynie otrząsnąć po zerwaniu, a następnie rywalizuje o jej uczucie. Podobnie jak Jacob.

„Wiesz, że ją kochasz, kiedy widzisz świat w jej oczach, a jej oczy wszędzie na świecie.” David Levesque

Książkę najchętniej podzieliłabym na dwie części. Pierwsza, w której Kelsey cierpi.  Jest w stanie myśleć tylko o ukochanym Renie. Nie tylko jest to nudne, ale i żałosne. W drugiej jest troszkę lepiej. Akcja przenosi się na wschód i dziewczyna potrafi, choć na chwilę, odwrócić swoją uwagę od umięśnionych książęcych klatek piersiowych. Autorka środek ciężkości przesuwa na zagadki i mitologię, ale dla mnie było już za późno.

„Z każdej tragedii trzeba czerpać siłę.”

Główna bohaterka jest idiotką. Wiem, jest nastolatką – przecież każda zakochana w młodzieżowych książkach panna, broni książek mniej więcej tak - nastolatki nie zachowują się jak dorośli. Nie wymagam, by się tak zachowywały. Po prostu po dziewczynie, która straciła rodziców, wymagałoby się (i oczekiwało) więcej dojrzałości psychicznej. Ponadto nie posiada nawet podstawowej wiedzy o życiu, świecie, rzeczywistości, a jest kreowana usilnie przez autorkę na alfę i omegę. Archaiczne zagadki, logiczne zadania i inne sfinksowe rymowanki to dla naszej głównej bohaterki pryszcz. Strzelanie z łuku opanowała na poziomie perfekcyjnym po paru próbach. Ludzie uczą się tego, całe życie, ale nie ona! Jeśli przybliży Wam to jej mentalność to Kelsey jest jeszcze bardziej infantylna od swojego pierwowzoru, czyli Belli Swan. Oczywiście w przeciętnej nastolatce wszyscy się zakochują. Nie wiedzą do końca dlaczego, ale cały świat jest nią zauroczony. Miłość jest ślepa.

No i jest urokliwy brat Rena, czyli Kishan. Początkowo miał być on tym złym, czarnych charakterem z potencjałem do przemiany. Przemienił się a i owszem. Lata za słodką Kelsey z wywieszonym językiem, tracąc przy tym czar niegrzecznego chłopca i polot ironicznego młokosa. No i nie wspomnę mocnej inspiracji „Pamiętnikami wampirów”, gdzie obaj walczą o względy tej samej dziewczyny. No i to uwodzenia Kishana… Przyciąganie w ramiona, omdlewająca Kelsey, wymuszanie pocałunków, męskie umięśnione ramiona… Czujecie klimat?

Ech, puste są te dziewuchy w paranormal romace. Oj puste. Nie dość, że ogólnie nie podobał mi się cały lukier wypływający z książki i dość prymitywne postrzeganie tak wzniosłego uczucia jak miłość przez Kelsey, to dla mnie to pseudo uczucie jest po prostu niezdrowe. Ten związek jest toksyczny! Już uzasadniam moje stwierdzenie. Gdy Ren wychodzi na parę godzin na uczelnie, Kelsey zaczyna umierać z tęsknoty i już zaczyna wypłakiwać za nim oczy.(sic!) Dziewczyna nie jest w stanie żyć, chodzić, mówić i istnieć bez jego zgody. Dla mnie to jest poważny problem psychiczny i radziłabym takiej kobiecie pójście do psychoanalityka, bo postawa bluszczu owijającego się wokół mężczyzny i zaciskającego wokół krtani niczym mordercza pętla normalna i zdrowa nie jest.

Jak dla mnie wciąż za mało folkloru, indyjskich legend, życia codziennego tamtejszych ludzi. Ponawiam swój zarzut. Pani Houck opisuje tamtejszą rzeczywistość, jakby nigdy tam nie była, a cytowała przewodniki.

Język jest idiotyczny. Autorka, jak każde według mnie, pisarskie beztalencie poświęca szczególną uwagę temu, że… - Aktualnie opisywany bohater myje zęby, potem ubiera spodnie, następnie drapie się po głowie i po chwili namysłu drapie się również pod pachą. Potem idzie coś zjeść. Głowi się nad tym, czy spożyć płatki, a może kanapkę z makrelą. Wybiera to drugie, ale jednak nie… Następuje zwrot akcji i przygotowuje sobie płatki z mlekiem. Ekscytujące, czyż nie?
Autorka, co i rusz, raczy nas opisami niczego. Nie wiadomo po co i dla kogo ona to opisuje. Język, jakim posługuje się pisarka jest prostacki i niewyrobiony. Moim zdaniem ta kobieta nie potrafi pisać. Ponadto skalkowała pomysły innych pisarek. Czymś, co miało ją wyróżnić na ich tle miała być mitologia i wschodnie krainy. Nie wyszło.

Mole książkowe mają tendencje do zapadania na ślepotę. Ot taka „choroba zawodowa”. Ślęczenie nad tomiszczami przy migotliwym świetle lampy niekorzystnie wpływa na wzrok. A jeśli czcionka jest tak skandalicznie mała jak w „Klątwie tygrysa” to moje oczy błagają o zlitowanie. Okładka jest nawet ładna, tylko trochę tandetna.

Rozpisałam się, ale teraz pokrótce. Sam pomysł umieszczenia akcji w Indiach ma ogromny potencjał. Tego jeszcze nie było. Pani Houck nie tylko go nie wykorzystała, ale także powiem kolokwialnie schrzaniła na całej linii.
2/10

17 komentarzy:

  1. Nie przestanie mnie zadziwiać fanomen wydawniczy tego typu szmir. DLACZEGO ludzie to czytają? I to masowo skoro ta seria stała się hitem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nisko oceniasz, ale z tego co kojarzę nie jesteś fanką takich powieści. Ja natomiast lubię takie lekkie, naiwne historie - mam dość trudności w życiu - więc i tak się skusze :)
    Podoba mi się twój tekst :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To mnie utwierdza, żeby się trzymać z dala...

    OdpowiedzUsuń
  4. I dobrze! Mi ta książka także kompletnie się nie podobała. Wynudziłam się za wszystkie czasy!

    OdpowiedzUsuń
  5. No cóż, potwierdzasz tylko to, co już mówiłam od dawna - takie książki to totalne dno. Szkoda tylko, że ludzie to czytają i jeszcze mówią, że to świetna literatura. Sorry, ale to koło literatury nie leżało nawet.

    Bajdełej, piękny szablon! Podoba mi się ta zmiana :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna recenzja! Książki jeszcze nie czytałam, a teraz to już w ogóle wątpię, że to zrobię kiedykolwiek. Wiem, że ten typ literatury nie jest hm... zbyt oryginalny, aczkolwiek tych podobieństw jest zbyt dużo, nawet jak na paranormal romance...

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak 2/10, to w życiu jej nie dotknę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam przeczytać tekst dołączony do oceny :-)

      Usuń
  8. Szkoda, spodziewałam się czegoś lepszego :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Podziwiam, że doczytałaś do końca; kiedy coś mnie irytuje, od razu to odkładam, nie mam anielskiej cierpliwości. ;) Za paranormalami raczej nie przepadam, nie śledzę nowości w tym podgatunku, więc i o tej książce nie słyszałam.
    Mam nadzieję, że odtąd będziesz trafiać na same dobre lektury! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeśli chodzi o tę serię podziękowałam już w połowie pierwszej części i jak widać nie mam czego żałować ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Recenzje idiotycznych książek czyta się o tyle lepiej od samych idiotycznych książek, że nie cierpi się na każdym kroku, za to obficie parska śmiechem:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wiem czemu, ale ta ksiażka nigdy mnie do siebie nie przekonywała. Twoja recenzja jedynie utwierdziła mnie w tym, że ta ksiażka nie dla mnie.
    Nie wiem czy Ciebie obserwuje, ale to zrobię.

    OdpowiedzUsuń
  13. A mnie wyjątkowo zainteresowałaś tą książką. I tak jak za pierwszym razem nie byłam do niej zbytnio przekonana, tak teraz na przekór chce ją przeczytać, aby się przekonać, czy faktycznie język jest idiotyczny, zaś bohaterowie irytujący. Odnośnie lukru, mi to nie przeszkadza, zatem chce zaryzykować, najwyższej sam na siebie będę wściekła :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja mam pierwszy tom tej serii w domu od jakiegoś czasu już, ale nie zabrałam się za nią. Może wreszcie w wakacje nadrobię zaległości :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Hahah, uwielbiam czytać negatywne recenzje, nic na to nie poradzę, zawsze mnie bawią :) Świetny tekst!

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Jestem ogromnie wdzięczna w uczestniczeniu w życiu mojego bloga.
Komentarze anonimowe będą kasowane (proszę o przedstawianie się).