Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Greg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Greg. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 marca 2013

"Cierpienia młodego Wertera" Johann Wolfgang von Goethe

Tłumaczenie: Franciszek Mirandola
Wydawnictwo: Wydawnictwo GREG
Liczba stron: 112

Muszę przyznać, że romantyzm to moje ulubiona epoka literacka. Uwielbiam kluczenie wśród sennych rojeń, lubię to, że w końcu przestano skupiać się na kolektywie, a rozpoczął się kult wybitnej jednostki. Dlatego też, z przyjemnością sięgnęłam po depresyjne wynurzenia Wertera.

„Jakże trudno na tym świecie człowiekowi zrozumieć drugiego człowieka.” 

Książka (jak zapewne każdy wie) opowiada o wielkiej niespełnionej miłości Wertera do Lotty. Jego dusza cierpi katuszę, którymi dzieli się listownie ze swoim przyjacielem Wilhelmem.


„Nie myślałem i nie śniłem w mym życiu, że spotkam w tak czystej formie tak gwałtowną żądzę i tak gorące i tęskne pożądanie.”

Postacie, a raczej postać, ponieważ to na Werterze skupiać się głównie należy, są genialnie wykreowane. Był fascynującym człowiekiem, o ogromnej wrażliwości i inteligencji. Jest jednostką wybitną, a przez to wyalienowaną. Ogromnie rozchwiany emocjonalnie, wszystko analizuje, rozkłada na czynniki pierwsze. Uwielbiam takie postacie! A jeszcze bardziej Goethego za to, że potrafił stworzyć takie istoty, choćby i tylko na papierze.

„Jednostajny jest rodzaj ludzki.”

Ale takie książki czytam nawet nie dla samej wartości merytorycznej, czy raczej nie tylko dla niej. Zapoznaję się z nimi dla języka. A w tej powieści warstwa językowa to prawdziwy majstersztyk nie spartaczony przez tłumacza, którym był Leopold Staff. Piękny język! Kwieciste i ozdobne opisy przyrody, silnie oddziałujące na wyobraźnię. Dzięki stylowi autora i tłumacza płyniemy, unosimy się na tych rozkosznych słowach.

„To, co tworzy szczęście człowieka, stało się znów źródłem jego cierpienia.”

Rytm książki jest powolny, delikatny. Stronice przesiąknięte są bólem i cierpieniem. Nastrój Wertera udziela się nam, czytelnikom.


„Niebo i ziemia, i wszystkie twórcze siły otaczają mnie.”


Goethe stworzył pierwowzór romantycznej miłości werterowskiej, wielokrotnie powielany w filmach, książkach i serialach. Ten rodzaj miłości przetrwał lata i wciąż jest aktualny, co świadczy o ponadczasowości tejże powieści. Poza tym, niezależnie od wieku wśród szarej przeciętnej ludzkiej masy funkcjonują jednostki znakomite, ginące gdzieś w tym szaro burym tłumie. To dla nich ta książka.

„Odnajdziemy się znów, rozpoznamy pod wszystkimi postaciami.”

Absolutnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że „Cierpienia młodego Wertera” są jedyną przyczyną fali samobójstw. Przecież to oczywista brednia. Weltschmerz, wbrew obiegowej opinii funkcjonował na długo przed wydaniem tejże książki. Opanował on całą Europę, wielu intelektualistów chwiało się na granicy obłędu. „Cierpienia młodego Wertera” były tylko katalizatorem zdarzeń, drobnym pchnięciem rozedrganych dusz – niby nic, ale wystarczająco, by spowodować katastrofę. A nawet jeśli, była powodem tych samobójstw u co poniektórych, to udowadnia to tylko maestria, z jaką została napisana ta książka. Napisać coś, co do tego stopnia oddziałuje na czytelnika, wykreować zdarzenia z którymi osoba czytająca utożsamia się i łączy, to chyba marzenie każdego pisarza.


„Trudno jest odkryć najistotniejsze, prawdziwe sprężyny czynu, jeśli popełnia go jednostka niepospolita.”

Oceny tej książki upewniają mnie, co do dwóch rzeczy. Po pierwsze największą zbrodnie, jaką można uczynić książce to zrobić z niej lekturę. A po drugie noty wystawione „Cierpieniom młodego Wertera” udowadniają tezę wysnutą przez Panią Szymborską, mianowicie lektury to książki napisane dla dorosłych, a zmusza się do ich czytania dzieci.