Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 sierpnia 2017

Przeczucie – Tetsuya Honda

Przeczucie – Tetsuya Honda

Muszę przyznać, że kryminały to nie moja broszka. Nie chodzi o to, że mnie odrzucają, tylko nie wywołują na mnie wrażenia. Opisy zbrodni nie wstrząsają mną, ani nie powodują fikołków w żołądku. Wolę aspekt psychologiczny jeśli już. Po „Przeczucie” sięgnęłam z ciekawości. To coś innego, świeżego, jak mi się wydawało. Wiem, że niezbyt dużo kryminałów rodem z kraju kwitnącej wiśni jest wydawane w Polsce, więc chciałam zapoznać się z tym rzekomym Cesarzem Japońskiego Kryminału.


Główną bohaterką jest pani komisarz Reiko Himekawa. Jak na kobietę zajmuje wysokie miejsce w hierarchii policyjnej. Bada sprawę morderstwa mężczyzny, który został znaleziony w krzakach, zawinięty w folię, z ranami na brzuchu. Reiko, dzięki swojej niezwykłej intuicji, potrafi połączyć niełączące się na pozór fakty.

Akcja płynie powoli, zwłaszcza w pierwszej połowie książki. Honda wprowadza bohaterów, przekazuje informacje, prezentuje rozmowy z rodziną i znajomymi zabitego. Z wielu tych rozmów nic nie wynika, oprócz szkicowania tła i sylwetki zamordowanego. Ale także pokazuje to jak pracuje tokijska policja, charakteryzuje hierarchię występującą w szeregach japońskich stróżów prawa. Wielkim plusem jest tak skrupulatne i szczegółowe pokazanie metod pracy. Praca japońskich policjantów wydaje mi się dużo bardziej poukładana i zhierarchizowana niż Polaków.

Jeśli ktoś liczy, że poczyta sobie o zapierających dech w piersiach krajobrazach, to się rozczaruje. Autor nie poświęca Tokio zbyt wiele czasu, raczej jest to dla niego tylko miejsce akcji, które cechuje się określoną kulturą, ale mogłoby nim być dowolne inne duże japońskie miasto. Mnie to nie przeszkadzało, nie sięgnęłam po ten kryminał dla opisanych widoczków.

Sama fabuła jest bardzo ciekawa. Nie od razu mnie zaintrygowała, ale pisarz umiejętnie buduje napięcie. Kawałki układanki wyjawia niechętnie, a gdy to już robi, to konstrukcja układa się w całość. Niemniej jednak ja się nie domyśliłam, jakie będzie rozwiązanie. Było zaskakująco i ja się nie domyśliłam, co jest dla mnie ogromnym plusem. Widać, że zagadka kryminalna została gruntowanie przemyślana, więc jak dla mnie, bardzo duży plus za to.

Reiko opisana jest jako silna i nieustraszona kobieta. Niestety, tylko opisana. Z jej zachowań nie można za wiele o niej samej wywnioskować, jej postępowanie nie wskazuje szczególnie, by była aż tak silna, za jaką pragnie uchodzić. W gruncie rzeczy za cały jej charakter odpowiada trauma, którą przeżyła w wieku nastoletnim, a to jednak trochę za mało by stworzyć wielowymiarową i pełnowymiarową postać. Reszta postaci także niestety nie ma zbyt złożonych charakterów. Nawet „tak jakby” czarny charakter – Katsumata – składa się li tylko z tego, że gardzi kobietami i po trupach dąży do celu. Chociaż przyznaję, że jest on ciekawym bohaterem i mam nadzieję, że w kolejnych częściach nie zostanie zniszczony przez zbytni afekt do Reiko.

No i ta rzekoma intuicja. Nie żebym z niej kpiła – ale cóż – kpię. No po prostu nie zwołuje się płetwonurków, bo coś ci podpowiada kobieca intuicja. Po prostu nie, nawet jeśli koniec końców masz rację. Nie. Ponadto są oni schematyczni -  silna pani komisarz z mroczną przeszłością, zakochani w niej podwładni, wredny i ironiczny komisarz, który rzuca jej kłody pod nogi.

Cenna była początkowa rozpiska wszystkich bohaterów – naprawdę nie pamiętam większości imion  postaci. Tylko ona pozwalała mi jakoś poruszać się pośród nieomal identycznie brzmiących nazwisk.

Język jest prosty, jasny. Trochę nazbyt informacyjny, za mało opisowy. Niewiele emocji było opisane, co również, według mnie, jest minusem tej publikacji. Jednakże „Przeczucie” czyta się szybko i bezproblemowo.

Powieść Hondy wpisuje się w nurt powieści o policjantkach, które są dyskryminowane przez innych policjantów ze względu na płeć. Celują w tym amerykańskie pisarki takie jak pani Hamilton pisząca serię o Anicie Blake, czy też Nora Roberts, która opisuje przygody Eve z serii In Dead. Wydaje się jednak, że Honda poradził sobie z tym najlepiej. Pokazał to, nie jak ciekawostkę, lecz jako poważny problem społeczny, z którym kobiety w szeregach policji muszą zmagać się na co dzień. Doceniam.


Dobry początek serii. Mogłoby być lepiej, wierzę, że pisarz rozwinie postaci i nada im prawdziwe charaktery – 5+/10

niedziela, 5 lipca 2015

"Wiem o tobie wszystko"

Liczba stron: 416
Data wydania: 18 lutego 2015

Co zrobić, gdy wiesz, że dzieje się coś złego, niebezpiecznego, przerażającego, a świat ci nie wierzy? Potraficie sobie wyobrazić tę bezsilność, gdy ty czujesz się zagrożona/y, a świat wmawia ci, że to niewinne żarty? Czy potraficie wczuć się w strach osoby, której obawy są wyśmiewane przez ludzi, którzy winni jej pomóc?

Stalking stał się prawie tak popularnym słowem jak gender (no może przesadzam).Nagle okazało się, że nie trzeba gościć na pierwszych stronach gazet, by stać się ofiarą psychopaty. Każdy może wpaść w oko osobie chorej psychicznie i doświadczyć prześladowania. To pojęcie weszło do codziennych dyskusji. Cieszę się, że temat zagościł na salonach. Jednakże, władze nie nadążają za zmieniającym się światem. Świadczy o tym ta książka, w której to został poruszony temat policji, która nie wierzy, nie pomaga, dystansuje się i zrzuca winę na ofiarę. W sumie to czego się spodziewać, jeśli wszyscy wiemy, jak traktuje się ofiary gwałtu. Ja się bardzo cieszę, że taki problem został poruszony i został zaprezentowany z perspektywy ofiary. Szkoda tylko że książka ta została napisana przez debiutantkę i to czuć.

Ale opowiem teraz co nieco o fabule. Clarissa poszła tylko na spotkanie autorskie kolegi doktoranta - Rafe'a. Nie wie, jak to się stało, ale wylądowała z nim w łóżku. Budzi się rano nic nie pamiętając, mając otarcia na ciele, wielki ból głowy i poranione krocze. Rafe zaś jest zachwycony i myśli, że Clarissa będzie już tylko jego. Natomiast główna bohaterka chce to wydarzenie usunąć ze swoich myśli. Wstydzi się pójść na policję i ma nadzieję, że już nigdy nie spotka swojego „kochanka”. A fakty przedstawiają się inaczej. Rafe jest wszędzie. Wszystko widzi, zawsze patrzy, słyszy każde słowo. Równolegle do tego wątku, Clarissa uczestniczy w rozprawie prostytutki, która została zgwałcona.

Jak podkreśliłam na początku to bardzo ważne, by tego typu tematy były poruszane. Literatura to jedna z dziedzin, w której sprawy społeczne mogą zostać zaakcentowane, zaś negatywne postawy napiętnowane. Jeśli chodzi o samą książkę mogę powiedzieć, że to całkiem poprawna opowieść. Historia jest prosta, zahacza wręcz o banalność. Wszyscy wiedzą, że wydarzenia zmierzają do oczywistego punktu kulminacyjnego. Mimo że narracja została urozmaicona wstawkami z pamiętnika Clarissy, to jednak miałam wrażenie pewnej jednostajności i nieuchronności dziejących się wypadków. Do tego wątek głównej bohaterki i zgwałconej prostytutki nie do końca się łączyły w spójną całość. Szwy, które scalają te dwie historie są nazbyt wyraźne.

Co jest ważne i dobre w tej powieści oprócz tematu? Ukazanie profilu psychologicznego ofiary. Może nie znalazłam w „Wiem o tobie wszystko” kompleksowej analizy, ale całkiem nieźle zostały zaprezentowane emocje ofiary – strach, poczucie winy („co zrobiłam, że on prześladuje właśnie mnie?”), osaczenie. Rafe odebrał kobiecie wszystko, co miała. Sprawił, że straciła radość życia, spokój, poczucie bezpieczeństwa. Clarissa sama w sobie nie jest zbyt dojrzała emocjonalnie. Nie zgadzam się z jej poglądami, ale nawet nie muszę. Przede wszystkim Clarissa to model osobowościowy i staram się jej nie rozpatrywać jako żywej osoby (brzmi strasznie).

Język tekstu jest dość ograniczony, ale bardzo prosty, jasny, przejrzysty. Sporo opisów jest brutalnych, na pewno niektórych zniesmaczy i przerazi. Ja odebrałam tę powieść bardzo emocjonalnie i mocno oddziała ona na moją psychikę. Chociaż akcja płynęła powoli, a tak naprawdę to jej prawie nie było, to jednak książka nie dłużyła się, czytało się ją płynnie.

Staram się całokształt powieści potraktować jako wzór. Jeśli spojrzymy na to w ten sposób, to dostrzeżemy zalety tego dzieła. Natomiast gdy przyglądamy się szczegółom jest gorzej. Bohaterowie są bezmyślni, styl przyciężkawy, a fabuła pospolita i bez elementu zaskoczenia. No może tylko zakończenie było zaskakujące. Myślałam, że od a do zet będzie po „hollywoodzku”, a jednak autorka mnie wykiwała.

6/10

piątek, 20 lutego 2015

"W milczeniu" Erica Spindler

Tłumaczenie - Klaryssa Słowiczanka
Tytuł oryginału - In silence
Wydawnictwo - Harlequin
Data wydania -16 stycznia 2015
Liczba stron - 496
 
Muszę przyznać, że jestem szczerze zaskoczona. To pierwszy kryminał, który przeczytałam z niekłamaną przyjemnością. Zawsze gdy oceniałam ten gatunek, to chodziłam wokół niego na palcach, bo nie chciałam skrzywdzić dobrej książki, tylko dlatego że nie lubię danego gatunku. Tym razem jest inaczej. Ten kryminał po prostu mi się spodobał i to już powinna być wystarczająca rekomendacja.

Ale pewnie nie jest, więc przejdę dalej. „W milczeniu” opowiada o dziennikarce Avery Chauvin. Jej ojciec popełnił samobójstwo. Dziewczyna wraca do swojego rodzinnego miasteczka, by zająć się pogrzebem i zdecydować, co zrobić ze swoim życiem po tej tragicznej śmierci. Wie, że jej ojciec kochał życie, pomimo tego że ostatnio miał trudny czas. Jak ktoś, kochany przez wszystkich, mógł tak po prostu odebrać sobie życie? W Cypress Spirngs dochodzą ją coraz dziwniejsze pogłoski o zaginięciach i tajemniczych śmierciach. W Avery budzi się zmysł dziennikarski i zaczyna badać sprawę. Odkrywa, że idylliczne miasteczko na Południu nie jest wcale tak idealne, za jakie chce uchodzić.

Nie jestem znawczynią kryminałów, ale nie będę oszukiwać. Domyśliłam się, jak potoczy się fabuła już w pierwszych czterech rozdziałach. Możliwe dlatego, że oceniam tę książkę pozytywnie pod wpływem euforii, że udało mi się odkryć mordercę, dzięki moim niebywałym zdolnościom dedukcyjnym. Fakt faktem, nie było to zbyt skomplikowane... Jeśli o to chodzi to Spindler, nie popisała się szczególną kreatywnością. To że wiedziałam, kto zabił oraz to, kto jest dobry, a kto zły nie zepsuł mi przyjemności z lektury. Muszę dodać, że próby motania fabuły wychodziły dość niemrawo. To takie mało finezyjne, gdy autorka tak prostacko wkłada w usta postaci „tropy”, które tak naprawdę są tylko fałszywymi wskazówkami.

Polubiłam główną bohaterkę, choć przyznaję, że irytowało mnie jej rozmemłanie życiowe i brak zdecydowanych działań. Reszta postaci została wykreowana dość dobrze. Lubię, gdy miejscem akcji jest południe w USA, bo ludzie tam to ciekawy obiekt badawczy. Wciąż mnie zadziwiają ich kostyczne poglądy.

Trudno mi jednoznacznie ocenić język tekstu. Z jednej strony podobały mi się krótkie, dynamiczne zdania, które sprawiły, że akcja mknie, a liczba nieprzeczytanych stron niepostrzeżenie się zmniejsza. Z drugiej jednak strony całość brzmi dość topornie i mało płynnie. Nie wiem, na ile winę można zrzucić na tłumacza, który używa słów, które wyszły już z użycia typu „kto zacz”. Niektóre słowa są błędnie użyte. Wysunęłabym nawet oskarżenie, że pisarz / tłumacz nie znają słów, których używają.

Poczucie humoru pisarki przypadło mi do gustu. Spodobały mi się drobne, narratorskie żarciki. Całe rozwiązanie zagadki było dobre i przyznam, że wydarzył się pewien fakt, którego nie przewidziałam i który sprawił, że skrzywiłam się z obrzydzeniem.

Lektura „W milczeniu” jest łatwa, lekka i przyjemna. Odbieram ją pozytywnie, w ogóle się przy niej nie nudziłam, jak przy innych kryminałach. Fakt, że pisarka zastosowała znany powszechnie motyw hermetycznej, małomiasteczkowej społeczności w ogóle mi nie przeszkadzał. Trochę zabrakło mi odpowiedniej atmosfery w tej dziwnej miejscowości. Chciałabym poczuć klaustrofobiczny charakter tego miejsca, niestety nie było mi to dane. Generalnie polecam, bo nawet ja, osoba stroniąca od książek z wątkiem kryminalnym, wciągnęła się w proces dochodzenia przez Avery przyczyn śmierci w Cypress Spirngs.
4/6
7-/10
 

sobota, 10 stycznia 2015

"Kurort amnezja" Anna Fryczkowska

Wydawnictwo - Prószyński i S-ka
Data wydania -13 listopada 2014
Liczba stron - 424
Bookeriada



Nie lubię kryminałów, ale ta książka mi się podobała. Dlaczego? Otóż dlatego, iż mało cukru w cukrze, a kryminału w kryminale. To przede wszystkim powieść psychologiczna poruszająca tematy, które leżą w sferze moich zainteresowań, nasycona emocjami, oblepiająca smutkiem i rozpaczą.

Można by rzec, że Wanda nosi podwójną żałobę. Jedną po swoim ukochanym mężu, drugą po swoich wyobrażeniach dotyczących jej małżeństwa. Po tragicznym w skutkach wypadku Pawła, kobieta dowiaduje się, że człowiek, z którym dzieliła życie oszukiwał ją i miał kochankę. Musiała pochować, i człowieka, i miłość do niego. Została tylko pogarda, rozczarowanie, chęć zemsty i gdzieś tam, na samym dnie, w tej części umysłu, która na co dzień nie jest dopuszczana do głosu, tęsknota. Za tym człowiekiem, który zdradził i oszukał. Gdzie jechał Paweł z Marianną? Tego nie wie sama kochanka, gdyż straciła pamięć. Amnezja zabrała jej wszystko, co kiedykolwiek wiedziała. Narzeczony przywozi ją do nadmorskiej miejscowości Brzegi na czas rekonwalescencji. Latem tętni ona życiem, dzięki licznym wczasowiczom. Zimą, to miejsce opuszczone, ponure i mroźne. Władzę nad nim przejmuje morski żywioł.

Najmniejsze znaczenie miał dla mnie wątek kryminalny, którego, całe szczęście, jest niewiele. Właściwie to jedynie przyczynek do opowiedzenia o tej samej historii z trzech perspektyw – zdradzanej żony, odkrywającej prawdę o sobie kochanki i wiarołomnego męża odzywającego się zza grobu poprzez zaszyfrowane dzienniki. Każda strona ma swoje racje, które przedstawia w swoim czasie narracyjnym. Doskonałe było to, że każda z postaci miała swój idiolekt. Każdy z narratorów wyrażał się odrobinę innym językiem pasującym do jego pochodzenia i pozycji społecznej.

W całej powieści są ogromne pokłady zimna. Nadmorskie wichury wzburzające morskie bałwany wprowadzają przerażającą atmosferę, podobnie jak wyludnione miasteczko wyglądające tylko cieplejszych dni, gdy będzie można zarobić na turystach. Jeśli chodzi o sferę uczuć to także jest bardzo zimno. Wszyscy przegrywają, nie ma zwycięzców. Jeśli nawet występują drobne gesty przychylności, to są one cyniczne, chłodne, przemyślane i skierowane na zysk.

Powolny proces odkrywania prawdy na swój temat przez Mariannę niezmiernie przypadł mi do gustu. Dziewczyna łączy kawałki układanki i wcale jej się nie podoba to, co widzi. Nie taką osobą chciała być. Czy jest szansa na nowy początek? Niesamowicie podobała mi się również perspektywa Wandy. To było ogromnie bolesne - wejść w jej myśli i przeżywać z nią jej ambiwalentne emocje. Tęsknić, czy nie tęsknić za Pawłem. W książce została ona w dużej mierze wybielona, z czym się nie zgadzałam. Główną przyczyną rozpadu małżeństwa faktycznie było niedopasowanie charakterów i niedojrzałość faceta, ale Wanda swoje ma za uszami. Tak się zafiksowała na posiadaniu dziecka, że przestała dostrzegać partnera, a widziała w nim tylko reproduktora. Sypialnia zmieniła się w laboratorium do wykrywania dni płodnych. Życie musiało być idealne jak w pudełeczku. Z historii opowiadanej przez Pawła poprzez dzienniki jawi się człowiek, który cierpi na syndrom Piotrusia Pana, który nie akceptuje porządku rzeczy, w którym się znajduje. Nie podoba mu się poukładanie żony, fakt że wszystko musi być idealne, jak we śnie – dobra praca, piękne mieszkanie, wygodny samochód, luksusowe wakacje. A on chciałby szaleć jak za młodych lat.

Interesujące były wątki feministyczne, pojawi się nawet jedna para LGBT. Książka nie pozostaje obojętna na współczesne problemy, a pisarka nie boi się ukazać szkodliwych, jej zdaniem, modeli rodziny. Nie bawi się w delikatne półsłówka, wali prawdę między oczy, pokazuje prawdę przy pomocy dziewczyny, która na nowo musi uczyć się świata. Patriarchalny świat ją zadziwia, a przez to świeże spojrzenie zadziwił (i przeraził) także mnie.

Fabuła jest bardzo dobra. Poproszę o więcej kryminałów, które kryminałami nie są. Styl tekstu brzmi poprawnie. Niczym szczególnym się nie wyróżnia, ale czyta się przyjemnie, a także wprowadza czytelnika w senną atmosferę nadmorskiego miasteczka. Dialogi poprawne, tylko niektóre zdają mi się niepotrzebne, zaś część przeżyć wewnętrznych była monotonna. Z drugiej jednak strony żałoba jest właśnie monotonna – pisarka dobrze oddała skupienie wdowy na punkcie swojego męża.

8/10

sobota, 27 grudnia 2014

Mroczny trop - Alex Kava

Tłumaczenie: Katarzyna Ciążyńska
Tytuł oryginału - Breaking Creed
Wydawnictwo - Harlequin Enterprises
Data wydania - 19 listopada 2014
Liczba stron - 320

Serię o policjantce Maggie O'Dell znają chyba wszyscy chociażby ze słyszenia. Historie Alex Kavy są bardzo popularne, a książki sprzedają się na pniu. Coraz to nowe dzieła tłumaczone są natychmiast, tak że światowe premiery zbiegają się z wydaniem polskim. Nawet na tłumaczenie Rowling trzeba było poczekać trochę dłużej. Wygląda na to, że Pani Kava musi być fantastyczną autorką... Jej rodzice nigdy nie wspierali jej twórczych ambicji. Pracowała we własnej agencji reklamowej, ale rzuciła pracę, by zająć się zawodowo pisaniem. Należy do organizacji zrzeszających pisarzy thrillerów, a także do podobnej, ale obejmującej swoim zasięgiem jedynie kobiety „sisters in crime”.

Czy jest naprawdę tak fantastyczną pisarką? Ma swoje lepsze momenty i gorsze, ale cóż, nie powala na kolana. Nie jest czymś, co można nazwać przełomem czytelniczym w moim życiu. Przyznaję, że się poprawiła. Kilka ostatnich części czytało mi się z trudem. „Mroczny trop” to lekki zwrot ku lepszemu w stosunku do ostatnich powieści. Niestety zwrot jest delikatny, to jeszcze nie to, co było na początku, ale pisarka idzie w dobrym kierunku.

Akcja toczy się dwutorowo. Z jednej strony narracja prowadzona jest przez Rydera Creeda. To znany treser psów, który pomaga, razem ze swoimi podopiecznymi, w tropieniu przemytników narkotyków. Tym razem bierze udział w zatrzymaniu statku przez Amerykańska Straż Wybrzeża. Odnajdują w nim tylko grupkę przerażonych dzieci... Jakie mają powiązanie z narkotykami?
Maggie zaś prowadzi dochodzenie w sprawie brutalnych morderstw. Wszystkie ofiary były torturowane przed śmiercią przy pomocy różnorakich insektów. Ścieżki Creeda i policjantki znów się krzyżują. Co z tego wyniknie?

Żeby nie było, że jestem wiecznie na nie: „Mroczny trop” czytało mi się lekko, łatwo i przyjemnie. Akcja była wystarczająco szybka, bym się wciągnęła, ale jednocześnie na tyle jednostajna, by autorka mogła ładnie opisywać świat przedstawiony. Powieść jest milion razy lepsza od poprzedniczek, ale nadal jej czegoś brakuje. Czegoś wyjątkowego, co sprawia, że książka zapada w pamięć i nie pozwala wyrzucić się z głowy. „Mroczny trop” zaskakuje i przyznam, że nie domyśliłam się, kto zabijał. Sprawiło to, że czytałam z zainteresowaniem do ostatniej strony. Niestety powieść nie wywołała we mnie dużych emocji. Co najwyżej jakieś zalążki, których Alex Kava nie potrafiła rozwinąć umiejętnym opisywaniem fabuły. Dlatego w dużej części byłam obojętna na losy postaci.

Do tego dochodzą błędy logiczne. Maggie O'Dell to profilerka – tworzy profile psychologiczne morderców. Wszystko ładnie, pięknie, ale z fabuły wynika, że ona prowadzi regularne śledztwa. Czy tylko mnie tu coś nie gra?

Stylistyczne książka ujdzie w tłumie. Całkiem interesujące opisy i dość naturalne dialogi, czynią „Mroczny trop” zdatnym do czytania. To właśnie taki idealny kawałek literatury przeznaczony do odprężenia. U mnie powieść ta trafiła na idealny czas, gdy przytłoczona literaturą staropolską z radością sięgnęłam po coś niezbyt wyrafinowanego. W dużej mierze zaciekawiła mnie dlatego, że nigdy wcześniej nie czytałam powieści dotyczącej kartelu narkotykowego. Motyw ten został przez autorkę wykorzystany wyjątkowo umiejętnie i logicznie. Niestety brak tu jako takiego dochodzenia, raczej główni bohaterowie kręcą się wokół własnej osi, mając nadzieję, że dowody same wpadną im w ręce, co zresztą się dzieje. W tym dziele, jak w pozostałych tej pisarki, psychologia została zupełnie pominięta. Portrety psychologiczne są dość nudne i nie ma w nich nic ciekawego.

To naprawdę dobra powieść w dorobku Alex Kavy. W porównaniu z poprzedniczkami – jest wręcz dobra. Polecam miłośnikom jej twórczości. Ach i nie zwracajcie uwagi na ten sztampowy tytuł. Oryginał ma o wiele lepszy i mniej oklepany.


wtorek, 2 września 2014

"Złodziej dłoni" J. T. Ellison



tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
tytuł oryginału: All the Pretty Girls
wydawnictwo: Mira
data wydania: 30 lipca 2014
liczba stron: 352


Trudno mi się pisze takie recenzje. „Złodziej dłoni” jest przeciętny. Ani mnie ziębi, ani grzeje. Czytało się lekko i bardzo prędko, powieść umiliła mi czas, ale im bardziej analizowałam treść, tym więcej głupot i nieścisłości udało mi się wyłapać. Ten kryminał należy przeczytać z pustym umysłem i zbytnio nie roztrząsać treści.

Jest absolwentką Randolph-Macon Woman's College, tytuł magistra uzyskała w George Washington University. Pracowała w Białym Domu i Departamencie Handlu przed przejściem do sektora prywatnego. Jako analityk finansowy i dyrektor marketingu, pracowała w sektorze obrony i dziale badań przestrzeni kosmicznej.

Po przeniesieniu się do Nashville, Ellison rozpoczęła prace, które pozwoliły Jej poszerzać swoją pasję, jaką była kryminalistyka. Pracowała z Nashville Metro Police Department, FBI i innych organizacjach ścigających przestępców. Te doświadczenia gwarantowały przenosiła wprost do swoich powieści.


Ellison jest członkiem wielu organizacji literackich, w tym International Thriller Writers, Mystery Writers of America, Romance Writers of America and Sisters in Crime.

Mieszka w Nashville z mężem i kotem.(opis z lubimy czytać)

Wierzę, że pisarka wiedzie ciekawe życie i chciała je przelać na karty powieści. Nie zawsze jednak interesujące życie przekłada się na dobry pisarski styl. Frapujące wydarzenia trzeba jeszcze umieć je dobrze zaprezentować, niestety pisarka nie posiada tej umiejętności.

„Złodziej dłoni” opowiada losy policjantki z wydziału zabójstw Taylor Jackson. Porucznik próbuje rozwikłać sprawę morderstw młodych kobiet pozbawianych dłoni. Zabójca wybiera tylko kobiety, które mają powiązanie z medycyną, bądź szpitalami. Dziennikarka Whitney Connolly upatruje w tej sprawie możliwość szybkiego wspięcia się na szczyt kariery telewizyjnej i wyrwanie się z Nashville. Dostaje e-maile od mordercy, w których wysyła jej wiersze dotyczące zabitych kobiet. Swoje ambicje przedkłada ponad współpracę z policją. Równolegle do tej sprawy toczy się historia gwałciciela, który atakuje tylko w czwartki podczas deszczowej pogody.

Nie jestem znawczynią kryminałów, ponieważ niezbyt często je czytam, ale mniej więcej wiem, czego oczekuję jako czytelniczka. Przede wszystkim oczekuję interesujących postaci, które zdołam polubić lub znienawidzić – odczuwać jakiekolwiek w stosunku do nich emocje. Niestety Taylor Jackson była mi obojętna. Ot kolejna kobieta w policji, o których czytałam mnóstwo książek. Postacie drugoplanowe nie przyciągnęły mojej uwagi. Niestety Pani Ellison nie pogłębiła ich porterów psychologicznych. Prostym przykładem jest zgwałcona koleżanka głównej bohaterki pracująca w wydziale do spraw przestępstw seksualnych. Po tym jak została skrzywdzona niezbyt przejmuje się swoim zgwałceniem, nie ma traumy, żartuje i śmieje się. Szok szokiem, ale bez przesady. Przechodzi nad tym do porządku dziennego, jakby była gwałcona codziennie i nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia. Kolejne zmarnowane postacie to mordercy – obaj. Owszem, sprawy zostają rozwiązane i to dość zaskakująco. Ja się nie spodziewałam takiego rozwoju akcji, jednakże dla mnie wyjaśnienie motywów sprawców jest niewystarczające. Tak jakby pisarka nie mogła wymyśleć, skąd wzięły ich zwyczaje. Interesujące za to są wiersze, których Dusiciel z Południa używał do obrazowania swoich zbrodni.

Językowo kiła i mogiła, że tak to ujmę. Wciąż pisarka katuje swoimi porównaniami. Całokształt jest bardzo przyjemny. W „Złodzieju dłoni” nie ma zbyt wielu drastycznych scen. Jest delikatny, wciągający, ale bez szczególnej treści. Dobra powieść na odmóżdżenie, polecam osobom, które chcą przyjemnie spędzić czas, czując delikatny niepokój, podczas czytania o psychopatycznych mordercach.

5/10

niedziela, 20 lipca 2014

"Pocałunek śmierci" J. T. Ellison



Tłumaczenie: Żuławnik Jacek
Wydawnictwo: Mira
Data wydania: 18 czerwca 2014
Liczba stron: 352


Nie jestem fanką kryminałów i wszyscy o tym wiedzą. Co jakiś czas najdzie mnie ochota na jakąś powieść o takiej tematyce i sięgam wówczas po coś zupełnie  przypadkowego. To zazwyczaj dobre książki, ale niezachwycające. Żadna z nich nie sprawiła, że doznałam nagle sensacyjnego objawienia, które by spowodowało nagłą chęć poznania tego gatunku i przemiany samej siebie w detektywa. Mimo wszystko „Pocałunek śmierci” to bardzo dobra książka.

Jest absolwentką Randolph-Macon Woman's College, tytuł magistra uzyskała w George Washington University. Pracowała w Białym Domu i Departamencie Handlu przed przejściem do sektora prywatnego. Jako analityk finansowy i dyrektor marketingu, pracowała w sektorze obrony i dziale badań przestrzeni kosmicznej. Po przeniesieniu się do Nashville, Ellison rozpoczęła prace, które pozwoliły Jej poszerzać swoją pasję, jaką była kryminalistyka. Pracowała z Nashville Metro Police Department, FBI i innych organizacjach ścigających przestępców. Te doświadczenia gwarantowały przenosiła wprost do swoich powieści.

Ellison jest członkiem wielu organizacji literackich, w tym International Thriller Writers, Mystery Writers of America, Romance Writers of America and Sisters in Crime.
 
Mieszka w Nashville z mężem i kotem.( Opis z wydawnictwa Mira)

Aż się chcę zapytać, a po cóż Ci to pisanie kobieto, skoro masz takie barwne życie?!?!

„Pocałunek śmierci” opowiada o morderstwie Corinne Wolff. Młoda, piękna sportsmenka, szczęśliwa mężatka, spodziewająca się dziecka, zostaje odnaleziona martwa w swoim domu. Jej półtoraroczna córka przytulała się do niej w kałuży krwi. Sprawę ma rozwiązać porucznik Taylor Jackson, która właśnie wróciła z podróży przedślubnej. Czy może się okazać, że Corinne nie jest tylko podmiejską żoną, ale zamieszana jest w brudne interesy? I jaką rolę w tym wszystkim pełni jej siostra? Ponadto ktoś próbuje skompromitować Jackson, a przez to odsunąć od sprawy. Zapraszam do czytania!

Fabuła jest porywająca! Zagadki się piętrzyły a informacje, które zdobywała pani porucznik zdumiewały mnie samą. Przyznaję, że domyśliłam się mordercy i mój pierwszy trop był słuszny, ale nie odkryłam przyczyny zabójstwa. Całość tej zagadki jest nieprawdopodobna, ale za to jaka fascynująca. Powieść trzyma w napięciu od początku do końca, a moje emocje podczas czytania ciągle się gromadziły, by wylać się na końcu gwałtowną falą.

Język jest najgorszym elementem powieści. Narracja wydaje mi się mocno infantylizująca. Pojawiają się specyficznie metafory, w mojej ocenie bardzo dziecinne typu „wyrzygała swoją duszę pod delikatnym, pączkującym dereniem.” Brzmi trochę idiotycznie. Za to podziwiam wnikliwość pisarki, która naprawdę jest obyta w tematyce policyjnej oraz kryminalistyce, która jest jej pasją. Widać, że posiada doświadczenie i sprawnie je wykorzystuje.

Momentami fakt, że nie przeczytałam poprzedniej części przeszkadzał, dlatego też ze swojej strony polecam, by zapoznać się z poprzednią częścią. Pani Ellison często odnosiła się do poprzedzających fabułę wydarzeń, dlatego o wiele lepiej będzie, gdy będziecie dysponować taką wiedzą.  

Wydanie jest bardzo ładne. Typowy dla Miry papier to przyjemny w dotyku, chropowaty, żółty materiał, zaś okładka prezentuje się zabójczo…

Polecam tę książkę fanom kryminałów, którzy uwielbiają mroczne i zagmatwane zagadki. Jeśli interesuje Was, jaką mroczną tajemnice skrywa podmiejskie, idealne małżeństwo to zapraszam do czytania. Mnie się podobało i pomimo kilku zastrzeżeń to planuję przeczytać inne powieści pani T. S. Ellison. Polecam.
6/10


niedziela, 2 lutego 2014

"Trup z Nottingham"



Wydawnictwo: Officynka
Data wydania: 9 lipca 2013
Liczba stron: 416


Informacji o Saszy Hady zaczęłam szukać dopiero po skończeniu czytania „Trupa z Nottingham” . Nazwisko pisarki brzmi enigmatycznie i zagranicznie, tym większe było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że jest Polką. Mieszka w Krakowie, ale to dziecko lasu. Podobno jej korzenie sięgają Rzeszowszczyzny i posiada w swoich żyłach krew tatarską. Skąd moje zaskoczenie? Ano stąd, że Szasza Hady pisze niczym pisarka zagraniczna. Nie jest to ani pochwała, ani nagana, tylko stwierdzenie faktu. Młoda artystka pisze z cudzoziemską manierą i jest przykładem na to, że polscy pisarze nijak nie odstają od standardów światowych, zaś niechęć do nich jest niezrozumiała.

Nie czytałam poprzedniej części, z tego względu będę oceniać „Trupa z Nottingham” bez całościowego spojrzenia. Mogę jedynie zapewnić, że opisywana tutaj książka funkcjonuje samodzielnie i może być czytana bez znajomości „Morderstwa na mokradłach”. Rzecz ma miejsce w Londynie. Nicholas Jones znany także jako Alfred Bendelin zostaje niecnie wciągnięty w śledztwo dotyczące morderstwa Waltera Darringtona – współwłaściciela wydawnictwa książkowego. Detektyw rozpoczyna śledztwo i pogoń za zabójcą.  Okazuje się, że zamordowany mężczyzna miał wielu wrogów z powodu jego trudnego charakteru. Motywów jest mnóstwo, podobnie jak podejrzanych, ale który z nich wystarczająco go nienawidził, by zabić? Kto miał w sobie tyle żalu i nienawiści, by odesłać go na drugą stronę? By rozwiązać  tę zagadkę główny bohater musi przeniknąć do wydawnictwa i zrozumieć powiązania między pracownikami.

Uważam ten kryminał za poprawny, ale niestety nic ponadto. Podobała mi się cała historia. Jest ciekawa, a zagadka nie jest jednoznaczna. Czytałam „Trupa z Nottingham” z wielkim zainteresowaniem. Nie mogłam się doczekać, aż dowiem się, kto jest mordercą i z trudem powstrzymałam się przed przeczytaniem ostatniego rozdziału. Przyznaję Pani Hady to, że posiada wielką wyobraźnie i stworzyła intrygującą historię z zaskakującym zaskoczeniem. Kompletnie się nie spodziewałam takiego rozwiązania sytuacji. Pisarka myli tropy z wielką wprawą. Ja sama pragnęłam ze wszystkich sił rozwiązać tę zagadkę, jednak nie powiodło mi się.

„Trup z Nottingham” to kryminał w angielskim stylu z tą wspaniałą, angielską atmosferą. Niestety chwilami strony się dłużyły i miewałam wrażenie, jakby książka składała się głównie z takich momentów. Choć lubię angielską monotonie w książkach klasycznych, to jednak w kryminale oczekuję więcej dynamizmu.

Co do charakterów to podobały mi się. To dość ciekawe i zróżnicowane osoby. Osobiście dodałabym im trochę więcej życia, jednakże to wizja Saszy Hady. Pomysł na głównego bohatera i jego alter ego to coś wspaniałego i naprawdę świetnie opisanego.

Angielski humor został zaprezentowany przez pisarkę ze smakiem i umiarem. Najzabawniejsze sceny to te z ciotkami Nicka. Nadawały książce lekkości i dowcipu. Trochę za mało było tych momentów, ponieważ „Trup z Nottingham” przytłacza angielską flegmą. Sasza Hady to początkująca pisarka, ale językowo powieść jest poprawna. Opisy są bardzo zgrabne, a dialogi inteligentne i potrzebne dla rozwoju akcji. Rzeczywiście pisarka czasem przynudza, jednak robi to z wdziękiem.

Powieść dla mnie jest  umiarkowanie dobra. Widać, że pisarka czerpała z klasyków brytyjskiej literatury kryminalnej, ale nie ma nic w tym złego, gdyż choć świat jest pokrewny, to jednak intryga zaskakuje i nie pozwala odłożyć tej książki nawet w nudnych momentach. Pisarka ma wielki potencjał i sądzę, że z każdą kolejną powieścią będzie tylko lepiej.