Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Bukowy Las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Bukowy Las. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 czerwca 2018

Moje serce, mój wróg - Steiger A.J.

Bukowy las 
Liczba stron: 368

Myślałam, że na świecie nie istnieje powieść dla młodzieży, która mogłaby mi się podobać. Myślałam tak do czasu, aż nie sięgnęłam po powieść A. J. Steiger. Ta książka nie tylko porusza ważny temat, przybliża życie osób, które dotychczas były dla mnie zagadką, ale również jest przewrotnie napisanym romansem z nieoczywistym zakończeniem.

„Moje serce, mój wróg” opowiada historię uczucia rodzącego się między Alvie, która ma problem z dostowaniem się do społeczeństwa ze Stanleyem, który jest chory na nieuleczalną chorobę.

Główna bohaterka ma zespół Aspergera. Niby coś tam wiedziałam o tej chorobie, lecz tak naprawdę nie miałam pojęcia jakimi drogami chadzają myśli ludzi z tą chorobą. Dzięki „Moje serce, mój wróg” weszłam do głowy takiej niesamowitej osoby jak Alvie. Wciąż jej nie rozumiem, ale tak naprawdę czy trzeba wszystko rozumieć? Nie wystarczy akceptować i starać się poznać? Ja tak robię. Ja Alvie polubiłam w całej jej niezwykłości. W tym, że jest taka niedostosowana społecznie, w tym że kocha fizykę i uwielbia seriale fantasy. Nie rozumiałam wszystkich jej zachowań, ale nie ma to znaczenia. Jest świetna! Inteligenta, nieprzystosowana, genialna, deprymująca – taka jest Alvie.
Fantastyczne w tej książce jest to spotkanie się z czymś, co jest dziwne, nieznane, dla niektórych nienormalne. „Moje serce, mój wróg” oswaja inność, jednocześnie jej nie spłycając. To niesamowita umiejętność, która wymaga wrażliwości.

W książce tej jest wiele romansu – wszak chłopak, z problemami i to poważnymi, pojawia się na białym koniu (czy też o białej lasce) i układa Alvie życie. Z jednej stronie jest to powieść o wyobcowanych ludziach z problemami, którzy spotykają się w pewnym momencie  życia i postanawiają dzielić ze sobą samotność. Trudno jednak zaprzeczyć, że to Alvie jest tą gorzej przystosowaną, tą która wymaga pomocy i nie radzi sobie.

Problemy dotyczące rodziców zostały pokazane lekko pretensjonalnie, niemniej pasuje do treści i prowadzonej narracji. Ten problem został pokazany dość naiwnie, w przeciwieństwie do problemu zwierząt trzymanych w zoo. Pisarka, za sprawą przemyśleń protagonistki, przybliżyła uczucia towarzyszące zwierzętom trzymanym w klatkach, ich problemy psychologiczne, wzrastający poziom frustracji.

Fabuła nie jest szczególnie dynamiczna, ale dzięki temu po prostu poznałam Alvie i Stanleya. Ich postacie zostały doskonale nakreślone, a brak szczególnych wydarzeń i nieprzesadny dramatyzm sprawia, że to wszystko jest takie prawdziwe w swojej niezwykłości.

Nie dajcie się zwieść źle brzmiącemu tytułowi. Jest to cytat z książki „Wodnikowe wzgórze” i ma dużo głębsze znaczenie niż na pierwszy rzut oka można myśleć. Dlatego warto sięgnąć po tę książkę, nawet jeśli zwykle nie czytacie książek o tytule takim jak ten. Język jest prosty, a jednocześnie w łatwy sposób tłumaczy często zawiłe fizyczne problemy.

Zachęcam do zapoznania się nawet sceptyków – warto. 8/10

sobota, 29 lipca 2017

„Niewidzialna” Sophie Jordan

Nie zachwyca mnie ta seria. Pierwsza część wydawała mi się bliźniaczo podobna do „Zmierzchu”. Może podobieństwo fabuły nie rzuca się tak bardzo w oczy, gdyż jakiś czas temu było tak, że każda książka zaczynała się podobnie – do szkoły przybywa nowy Ktoś. Bardziej przeszkadzało mi to, że znajdowałam w „Ognistej” sparafrazowane cytaty z dzieła Pani Meyer. Nie lubię takich trików, więc się delikatnie zraziłam. Niemniej czytałam zaledwie kilka opowiadań o smokach i byłam zainteresowana tym jak Jordan popchnie dalej temat.


„Nikt z nas nie jest samotną wyspą. (…) Czyny jednostki odbijają się na wszystkich”.


Jacinda popełniła karygodny błąd. Ujawniła się ze swoją smoczą naturą przed ludźmi. To, że zrobiła to, by uratować życie człowieka nie ma znaczenia. A wiadomość, że kocha tego mężczyznę, ściągnęłaby na nią jeszcze większe potępienie. Dziewczynka musi wracać do swojego stada. Nie jest tam przyjęta z otwartymi ramionami. W przeciwieństwie do jej siostry, która zyskała przychylność pobratymców, dzięki nowo odkrytym zdolnościom. Czy Jacinda odnajdzie się pośród ludzi takich jak ona? Czy będzie tęsknić za dawnym ukochanym Willem? Czy może otworzy serce na zawsze obecnego u jej boku Cassiana?
Nie byłam zachwycona pierwszą częścią. Teraz jestem porządnie rozczarowana. Pomysł na smoczą fabułę był wspaniały. Tyle można było wymyślić, przedstawić czytelnikom zwyczaje i tradycje tego gatunku i milion innych rzeczy. Ale nie. Dostajemy tylko od niechcenia podane informację na temat smoczych zwyczajów. Autorka jednak odpuściła sobie i wolała popisać o fascynującym trójkącie miłosnym. Wynudziłam się.


„Jesteś po prostu samolubną, wystraszoną dziewczynką, która woli lizać swoje rany niż żyć”.


Główna bohaterka jest niedojrzałym emocjonalnie koszmarem. Snuje się bez życia i opisuje swoje nudne rozterki i zajęcia w osadzie, które nie są w żaden sposób interesujące. Do pewnego stopnia potrafię ją zrozumieć – nikt nie lubi być pariasem, ale naprawdę trudno się o tym czytało. Ponadto niezdolna była do podjęcia jakiejś decyzji. Albo gdy już jakąś decyzję podjęła to chwilę potem się rozmyślała i kreowała misterne plany, by wyplątać się z kabał, w jakie się wplątywała na własne życzenie. Powinna podjąć decyzję i uporządkować swoje życie. Nie obchodzi mnie, w którą stronę, by poszła. Ważne, by jednak w którąś poszła, a nie miotała się bez końca. Ze swojego stada to uciekała chyba z dziesięć razy tylko po to, by się rozmyślić i wrócić… Żenujące. Czytanie o płytkiej, niezrównoważonej dziewoi obrzydło mi.
Co, by tu powiedzieć pozytywnego… Bo wychodzi na to, że ta książka to gniot. Niby nudny gniot, ale jednak czytało się szybko i okładka ładna ze skrzydełkami… Trójkąt miłosny jest nawet niczego sobie, szkoda tylko, że jest pierwszoplanowy. Książka składa się z rozterek Jacindy – kocham tego, lecz powinnam być z tamtym, ale tamtego kocha moja siostra, a ja kocham moją siostrę. Jaka ja jestem nieszczęśliwa! - były nie tylko nudne i monotonne, ale naprawdę żałosne. Poza tym autorka ma wyraźną słabość do jednego z męskich boków trójkąta. Na moje nieszczęście popieram inną konfigurację, przez to jestem skazana na rozczarowanie. Nic nie poradzę, że od słodkich jak miód słów Willa, wolę stateczną pewność Cassiana. Ten ostatni uwiódł mnie swoją nieustępliwością i opanowaniem.


Język tekstu jest dość dobry. Bardzo prosty, niewymyślny, dzięki temu książkę czyta się naprawdę szybko, mimo powolnej akcji skupionej wokół rozterek głównej bohaterki.



Na książce poważnie się zawiodłam. Znużyła mnie. Akcja w porównaniu z pierwszą częścią wyraźnie zwolniła, a głównej bohaterce mam ochotę wydrapać oczy i podciąć skrzydła, żeby w końcu dowiedziała się, że za błędy się płaci i nie zawsze można wyjść „na farcie” z każdej opresji. Mimo wszystko nie było tak najgorszej. 4/10  

wtorek, 4 października 2016

Niewidzialna - Sophie Jordan

Nie zachwyca mnie ta seria. Pierwsza część wydawała mi się bliźniaczo podobna do „Zmierzchu”. Może podobieństwo fabuły nie rzuca się tak bardzo w oczy, gdyż jakiś czas temu było tak, że każda książka zaczynała się podobnie – do szkoły przybywa nowy Ktoś. Bardziej przeszkadzało mi to, że znajdowałam w „Ognistej” sparafrazowane cytaty z dzieła Pani Meyer. Nie lubię takich trików, więc się delikatnie zraziłam. Niemniej czytałam zaledwie kilka opowiadań o smokach i byłam zainteresowana tym jak Jordan popchnie dalej temat.


„Nikt z nas nie jest samotną wyspą. (…) Czyny jednostki odbijają się na wszystkich”.


Jacinda popełniła karygodny błąd. Ujawniła się ze swoją smoczą naturą przed ludźmi. To, że zrobiła to, by uratować życie człowieka nie ma znaczenia. A wiadomość, że kocha tego mężczyznę, ściągnęłaby na nią jeszcze większe potępienie. Dziewczynka musi wracać do swojego stada. Nie jest tam przyjęta z otwartymi ramionami. W przeciwieństwie do jej siostry, która zyskała przychylność pobratymców, dzięki nowo odkrytym zdolnościom. Czy Jacinda odnajdzie się pośród ludzi takich jak ona? Czy będzie tęsknić za dawnym ukochanym Willem? Czy może otworzy serce na zawsze obecnego u jej boku Cassiana?
Nie byłam zachwycona pierwszą częścią. Teraz jestem porządnie rozczarowana. Pomysł na smoczą fabułę był wspaniały. Tyle można było wymyślić, przedstawić czytelnikom zwyczaje i tradycje tego gatunku i milion innych rzeczy. Ale nie. Dostajemy tylko od niechcenia podane informację na temat smoczych zwyczajów. Autorka jednak odpuściła sobie i wolała popisać o fascynującym trójkącie miłosnym. Wynudziłam się.


„Jesteś po prostu samolubną, wystraszoną dziewczynką, która woli lizać swoje rany niż żyć”.


Główna bohaterka jest niedojrzałym emocjonalnie koszmarem. Snuje się bez życia i opisuje swoje nudne rozterki i zajęcia w osadzie, które nie są w żaden sposób interesujące. Do pewnego stopnia potrafię ją zrozumieć – nikt nie lubi być pariasem, ale naprawdę trudno się o tym czytało. Ponadto niezdolna była do podjęcia jakiejś decyzji. Albo gdy już jakąś decyzję podjęła to chwilę potem się rozmyślała i kreowała misterne plany, by wyplątać się z kabał, w jakie się wplątywała na własne życzenie. Powinna podjąć decyzję i uporządkować swoje życie. Nie obchodzi mnie, w którą stronę, by poszła. Ważne, by jednak w którąś poszła, a nie miotała się bez końca. Ze swojego stada to uciekała chyba z dziesięć razy tylko po to, by się rozmyślić i wrócić… Żenujące. Czytanie o płytkiej, niezrównoważonej dziewoi obrzydło mi.
Co, by tu powiedzieć pozytywnego… Bo wychodzi na to, że ta książka to gniot. Niby nudny gniot, ale jednak czytało się szybko i okładka ładna ze skrzydełkami… Trójkąt miłosny jest nawet niczego sobie, szkoda tylko, że jest pierwszoplanowy. Książka składa się z rozterek Jacindy – kocham tego, lecz powinnam być z tamtym, ale tamtego kocha moja siostra, a ja kocham moją siostrę. Jaka ja jestem nieszczęśliwa! - były nie tylko nudne i monotonne, ale naprawdę żałosne. Poza tym autorka ma wyraźną słabość do jednego z męskich boków trójkąta. Na moje nieszczęście popieram inną konfigurację, przez to jestem skazana na rozczarowanie. Nic nie poradzę, że od słodkich jak miód słów Willa, wolę stateczną pewność Cassiana. Ten ostatni uwiódł mnie swoją nieustępliwością i opanowaniem.


Język tekstu jest dość dobry. Bardzo prosty, niewymyślny, dzięki temu książkę czyta się naprawdę szybko, mimo powolnej akcji skupionej wokół rozterek głównej bohaterki.



Na książce poważnie się zawiodłam. Znużyła mnie. Akcja w porównaniu z pierwszą częścią wyraźnie zwolniła, a głównej bohaterce mam ochotę wydrapać oczy i podciąć skrzydła, żeby w końcu dowiedziała się, że za błędy się płaci i nie zawsze można wyjść „na farcie” z każdej opresji. Mimo wszystko nie było tak najgorszej. 4/10  

piątek, 26 sierpnia 2011

Blask - Alexandra Adornetto


Pierwsza moja recenzja i już negatywna.

Książka opowiada o fascynacji młodej anielicy ziemskim chłopcem. Fabuła prosta, nieskomplikowana i niestety to nie jest wcale plus.
Powieść wręcz mnie nudziła. Postacie przypominały mi wręcz te „Zmierzchowe”… Weźmy Belle dołóżmy jej skrzydła i mamy Bethany. Trochę to naciągane – fajtłapowaty anioł. Do tego jest naiwna i ufna jak dziecko którym w istocie jest. Do tego dziewczyna ma mentalność rozchichotanej nastolatki. I sposób w jaki opisuje Xaviera. Wypisz wymaluj obsesja Belli na punkcie Edwarda. No właśnie Xavier. Liczyłam na jakiegoś męskiego bohatera który będzie posiadał jakiś charakter, powali mnie na kolana swoim sarkazmem, poczuciem humoru, urokiem osobistym. A tu nic. Nudny jak flaki z olejem. Ogólnie to wszyscy bohaterowie są nudni. Żadnej silnej osobowości. Nikogo kim mogłabym się zainteresować. Nikogo o kim mogłabym myśleć i nikogo kto wzbudził by moje zaciekawienie. Nikt kto by mnie w jakiś sposób poruszył.

Jak na tak młodą autorkę książka pod względem stylu jest napisana bardzo dobrze. Opisy pomieszczeń , otoczenia czyta się ciekawie choć momentami się dłużą. Natomiast opisy uczuć wydają mi się trochę płytkie i sztuczne.
Widać, że Adornetto jest dobrze zapowiadającą się autorką jednak zabrakło jej pomysłu na oryginalną fabułę i charaktery postaci.
Ale muszę jeszcze pochwalić okładkę - magiczne, przyciągająca wzrok. Idealna.