Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Mag. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Mag. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 września 2013

"Nakręcana dziewczyna" Paolo Bacigalupi


Tłumaczenie: Wojciech M. Próchniewicz
Tytuł oryginału: The Windup Girl
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 6 marca 2013
Liczba stron: 560

Technika idzie do przodu, naukowcy udoskonalają nowe technologie, ale czy wszystko dąży ku lepszemu? Czy postęp jest synonimem ulepszeń? Niestety  nie każdy rozwój jest dobry. Najoczywistszym przykładem jest broń jądrowa. O zgubnych skutkach rozwoju zbrojeniowego można usłyszeć na co dzień. Ostatnio użyto broni chemicznej w Syrii, a kto dwieście lat temu mógł sobie wyobrazić to, że będzie można zabijać ludzi powietrzem? Ot, postęp!

Jak będzie wyglądał świat, gdy zaawansowane technologicznie wojny nas wykończą. Einstein przekonywał, że cofniemy się w rozwoju. Paolo Bacigalupi ma podobną wizję. Akcja „Nakręcanej dziewczyny” ma miejsce w Tajlandii przyszłości. Wskutek licznych mutacji wirusów, wyczerpania surowców naturalnych rzeczywistość, którą znamy dokonała regresu. Energia elektryczna jest marzeniem najbogatszych, komputery napędzane są pedałem, samochody posiada garstka ludzi, reszta porusza się rowerami. Z powodu mutacji chorób roślin panuje głód. Ministerstwa próbują opanować sytuację, wprowadzając liczne służby porządkowe, co i tak na nic się zdaje, gdyż korupcja kwitnie. Można wszystko, o ile się wie, komu i jaką kwotę wręczyć do ręki.

Narrator trzecioosobowy opowiada dzieje ludzi zamieszkałych w Tajlandii po katastrofie ekologicznej. Główną osią fabularną jest Anderson Lake, który pod przykrywką fabryki sprężyn prowadzi badania nad wymarłymi gatunkami roślin. Tytułowa „Nakręcana dziewczyna” to Emiko, robot japońskiej produkcji. Jest nowoczesnym człowiekiem, idealnym, wielozadaniowym, pięknym i precyzyjnym. Jednak w świecie, w którym przez rozwój technologii wydarzyła się katastrofa, nakręcanki to synonim wszystkiego  co najgorsze. Emiko jest pogardzanym wybrykiem natury. Aby przeżyć musi poddawać się torturom w klubie ze striptizem, ku uciesze tłumów.

Paolo Bacigalupi to amerykański pisarz, laureat wielu prestiżowych nagród. Podróżował po Azji i dzięki temu mógł zdobyć wiele doświadczeń i materiałów przydatnych do napisania tej powieści. Świat przedstawiony jest w gruncie rzeczy bliski naszemu. Przyszłość zaprezentowana przez autora jest całkiem prawdopodobna. Bo co się stanie, jeśli ni z tego ni z owego zabraknie surowców? To nie tylko możliwe, ale wręcz pewne. W Kielcach, mieście w którym mieszkam, za trzydzieści lat zabraknie wody. Póki co władze wydają optymistyczne prognozy, ale czy można wierzyć w ich kiełbasę? Przecież propaganda w „wolnych mediach” to codzienność. Codzienność także dla bohaterów tej powieści. W ogólnym chaosie media publikują to, co każe im władza. Każda historia ulega kreatywnej reinterpretacji przez rząd, wskutek czego ludzie są podjudzani do określonych zachowań.

A co my, jako wszyscy ludzie, poczniemy bez ropy naftowej, bez węgla? Rzeczywistość stworzona przez Bacigalupi jest spójna, logiczna, co gorsza prawdopodobna, a przez to bardziej dramatyczna. Czy taka czeka nas przyszłość? Umrzemy na choroby stworzone ręką ludzką w laboratoriach? Tak czy owak, imaginarium zostało wykreowane perfekcyjnie i jestem pod dużym wrażeniem. Jest kompletne i skończone.

Bohaterowie są tacy ludzcy… Tacy realni, nieidealni, wadliwi, nie do końca źli, raczej posiadający instynkt przetrwania. Jeśli nawet znajdzie się ktoś, kto jest dobrym człowiekiem, wierzy w to, co robi i chcę walczyć w imię zasad to, czym prędzej zostaje uciszony. Uniwersum „Nakręcanej dziewczyny” to nie miejsce na ideały.

Pierwsze strony to kierat dla umysłu. Zostałam wrzucona do zupełnie odmiennego świata przyszłości. Bardzo mozolnie wbijałam się w tę książkę i powoli odnajdywałam się w zasadach obowiązujących w świecie przedstawionym. Akcja płynie bardzo powoli. W połowie tego sporego tomiszcza zorientowałam się, że nie poznałam nic prócz rzeczywistości zaprezentowanej przez pisarza i ogólnego status quo Tajlandii przyszłości. Mimo braku brawurowej i emocjonującej fabuły to jednak gruntownie poznałam postacie z książki, ministerstwa, sympatie i antypatie. Czytanie o tym nie było dla mnie nudne, ponieważ świat był tak rozległy, że spiski, szarpaniny, intrygi i wzajemne konotacje były fascynujące. Ciągłe kłamstwa i zmowy nadały książce smaczku, a rozwikłanie zagadek, które z ministerstw było w danym rozdziale górą to trzymająca w napięciu zabawa.

Tekst jest dość trudny do przyswojenia. Obfituje w neologizmy i chińskie, nieprzetłumaczone słowa. Po pewnym czasie, gdy już poznałam lepiej świat przedstawiony, rozumiałam obcojęzyczne zwroty z kontekstu. Wcześniej jednak sprawiały mi one duży problem. Generalnie język tekstu jest bardzo dobry, oddaje cały dramatyzm sytuacji zaprezentowanych w powieści, a prócz chińskich wstawek i słów wymyślonych przez autora, cechuje się prostotą przekazu. Pewna asceza opisów idealnie sprawdziła się przy relacjach brutalnych sytuacji.

Książka wydawać by się mogła bardzo dramatyczna, jednak aż tak na mnie nie podziałała. Paolo Bacigalupi nie posiada daru długotrwałego wstrząsania czytelnikiem. Owszem, jego powieść zadziałała na moją wyobraźnię, jednak nie spowodowała trwałego szoku. Czytało się przyjemnie i w miarę prędko. Zapamiętam opowieść o Emiko i Andersonie, jednak z drugiej strony byłam na nią obojętna. Jednakże polecam „Nakręcaną dziewczynę” miłośnikom antyutopii bez silnie rozbudowanego wątku romansowego.  Sama wiem, do jakiej irytacji doprowadzały mnie wszystkie te pseudoantyutopijne książki (tak, mam na myśli panią Mafi z jej „Dotykiem Julii”albo „Delirium” Oliver), w których  świat przedstawiony to tylko tło dla miłosnych perturbacji

środa, 7 sierpnia 2013

"Namiętność" Lauren Kate

Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 27 lipca 2011 
 
Tak się zastanawiam czy zmieniło się coś we mnie, czy w autorce. Swoją drogą muszę chyba uderzyć się w pierś. Broniłam tej serii. Twierdziłam, że mimo iż nie jest wybitna, to stanowi dobry przykład typowej literatury młodzieżowej. Nic mniej, nic więcej. I aktualnie stwierdzam – bardzo się myliłam. Ta seria jest dnem.  

„Dla Daniela istnienie bez blizn było jedynie kolejnym świadectwem, że nie panował nad swoim przeznaczeniem. Cokolwiek robił, nie pozostawał po tym żaden ślad.”

„Namiętność” to już trzecia część przygód Luce i Daniela. On jest upadłym aniołem, ona jego miłością. Luce właściwie nie jest nikim wyjątkowym. Wyjątkowe jest uczucie, jakim darzy ją Daniel. I przez to dziewczyna umiera – raz za razem. Później odradza się tylko po to, by znów zginąć w ramionach ukochanego. Odważna Luce postanowiła tym razem nie umierać. Chcę rozwikłać zagadkę swoich śmierci i pokonać klątwę. W tym celu udaje się w przeszłość…

„Cierpienie równa się miłości?”

Jak w każdym poprzednim tomie dostaliśmy ogromną dawkę romantyzmu, objawiającą się w wielu westchnieniach, patetycznych mowach oraz jeszcze bardziej patetycznych przemyśleniach. Luce rozdzielona z Danielem tęskni za nim i wzdycha. To głównie wypełnia wiele stron powieści. Młodzieżowy język i natchnione peany miłosne nigdy, ale to nigdy, nie współgrają dobrze razem. Także styl wypowiedzi w tej książce to klęska. Mamy czterysta stron powieści i czymś trzeba było je zapełnić. Więc autorka pokusiła się o nastoletnie westchnienia do ukochanego w rodzaju – Daniel spojrzał na mnie i przeszedł mnie dreszcz, włosy Daniela rozkosznie lśniły w słońcu i wywoływały we mnie ekstazę, skóra Daniela powoduje we mnie odurzenie, usta Daniela wywoływały we mnie uniesienie itp. Itd. (powtórzenia są zabiegiem celowym z mojej strony). Romantyczne książki lubię, ale zemdliło mnie od tego zawartego w „Namiętności”. Ile można ja się pytam?
Główny motyw tej części to podróże w czasie. Wspomnę jeszcze, że autorka w tej kwestii poległa na całej linii. Wcześniej wspomniane podróże, ujawniły, jak bardzo Pani Kate nie potrafi operować językiem. Ludzie w Średniowieczu przemawiali tak samo jak w Starożytności, a właściwie tak samo jak współcześni. Czy naprawdę mam wierzyć w to, że faraon w starożytnym Egipcie mówi do swojego poddanego cytuję.: „spadaj”? Nie chcę mi się w to wierzyć.

„W końcu. Odnalazłem cię. Nigdy cię nie opuszczę.”

Fabułę mogłabym uznać za dość dobrą. Pisarka niewątpliwie miała na nią jakiś pomysł. Ale… Jest jak zawsze ale. Intryga powieści jest ogromnie zagmatwana. Nie wiem, jak to o mnie świadczy, ale ja praktycznie jej nie rozumiem. W „Namiętności” Luce odkryła jedną rzecz (która była oczywista). I nic poza tym. Mam wrażenie jakby autorka skupiona na wyznaniach miłosnych zapomniała rozpętlić tę zagmatwaną zagadkę. Ale nie – czytelnik musi błądzić, gubić się wśród niełączących się ze sobą faktów. Podejrzewam, że taki zabieg miał na celu podniesienie ciśnienia przed punktem kulminacyjnym w przyszłym tomie. Owszem ciśnienie się podniosło – z frustracji…

„Ta miłość była zabójcza, nawet dla anioła.”

Jak dla mnie w tej powieści akcja praktycznie nie istnieje. Główna bohaterka skacze przez swoje przeszłe wcielenia i dowiaduje się, że Daniel ją kocha… Tak właśnie taki wniosek wyciągnęła po całej tej podróży… Lubię wątek podróży w czasie w książkach, jednak tutaj nie został on kompletnie wykorzystany. Wynudziłam się – ot co.

Wiem, że to książka skierowana do nastoletniego odbiorcy. Doskonale sobie zdaję sprawę, że nie mogło się w niej znaleźć prawdziwie ogniste pocałunki, jednak patrząc na tytuł „Namiętność” oczekiwałam czegoś więcej. Więcej tej tytułowej namiętności. A dostałam kryształowo platoniczne wręcz uczucie. Brak w ich miłości ognia. Brak pasji. Nie poruszyło mnie to. Pewnie zaraz zerwą się zastępy oburzonych czytelników – ależ to dla młodzieży, tak ma być! W „Drżeniu” też jest opisana miłość nastolatków, tylko pocałunki, a jednak jest namiętność. Wszystko zależne jest od kunsztu pisarskiego. Powieść młodzieżową też trzeba umieć napisać.

Uważam, że gdyby odchudzić ten tomiszcz o jakieś 100 stron, byłoby z tego niezłe czytadło. A tak to mamy rozwlekłą, nudną książkę, która wprowadza jedynie zamęt, a nic nie wyjaśnia. A tak generalnie to szmira straszna. 3/10

czwartek, 20 września 2012

"Dobry, zły i nieumarły" + "Każda magia jest dobra" Kim Harrison



Ilość stron: 640 
Wydawnictwo: MAG 
Rok wydania: 2010

Tytuł oryginału: Every Which Way But Dead, (The Good, the Bad, and the Undead
seria/cykl wydawniczy: Zapadlisko tom 2 i 3
Tom 1

Uwielbiam to uczucie, gdy siadam do pisania recenzji, a moje myśli są rozbiegane. Myślę, że nic nie napiszę, bo nie potrafię sklecić żadnej sensownej myśli. A wtedy, gdy moje palce wystukują litery, układające się w słowa o mojej kapitulacji. Wówczas moje myśli rozjaśniają się, a ocena, którą wystawiam przed napisaniem opinii nabiera sensu.
Powyższe książki otrzymały ode mnie 7/10 punktów. Ta seria należy do moich ulubionych. I pytałam sama siebie: dlaczego wystawiam im tak przeciętną ocenę? Oto odpowiedź.

„On niszczy ludzi, dając im to, czego najbardziej pragną.”

Książki opowiada o czarownicy Rachel Morgan. W tomie pierwszym została naznaczona przez demona i zamieszkała z wampirzycą – Ivy. Naprawdę ciężko naszkicować fabułę z dwóch powodów. Po pierwsze losy naszej czarownicy ziemi są niebywale zawiłe i poplątane. Po drugie autorka właściwie od podstaw stworzyła świat przedstawiony w książce. Począwszy od genezy nadnaturalnych istot, a skończywszy na mocach, wcześniej wymienionych osób.

„Prawo to dobra rzecz. Utrzymywało mnie przy życiu, kiedy robiłam coś głupiego.”

Właśnie ten świat, jest powodem, dla którego warto zapoznać się z tą serią. Piękne jest to, że Pani Harrisom nie poszła na łatwiznę, tylko dokładnie, rzetelnie i spójnie wykreowała nową rzeczywistość. W ulicach Zapadliska napotkamy przeróżne zmutowane gatunki istot – czarownice ziemi lub linii, czarowników, wampiry, czarodziejów, demony, pixy, fearie i z pewnością wiele, wiele innych. Jeśli kochacie magię w jej pierwotnej formie, czyli razem z pentagramami, kociołkiem i różdżką ta książka jest dla was. O ile w pierwszej części zagłębianie się w nową rzeczywistość było kłopotliwe, to teraz było to dla mnie jak powrót „na stare śmieci”.

„Ach ci mężczyźni – powiedziała sekretarka przewracając oczami i siadając przed monitorem. – Czy nie zdają sobie sprawy, że mogłybyśmy rządzić światem [kobiety], gdybyśmy tylko tego chciały? ”

W tej serii możemy spotkać się z narracją pierwszoosobową i myślę, że to błąd. Rachel nie uniosła na swojej wątłej klatce piersiowej całej książki. Zawsze uważałam, że dobry pisarz, potrafi wykreować postać tak, że nie potrzeba opisów jej charakteru. Patrzę na jej postępowanie i stąd wyciągam wnioski. A Rachel mimo że wciąż opisywana jak super-twarda agentka, potrafiąca wręcz powalać samym wzrokiem, to ja tego nie czuję. Rachel jest sympatyczną osobą. Jednak jej nieodpowiedzialność i brak pomyślunku przed podjęciem decyzji jest męczący. Irytowało mnie, gdy bohaterka popełniała błąd za błędem.

- To dupek – warknął Jenks.
- Osobiście wolę określenie: nieoszlifowany.”

Postacie drugoplanowe są dobrze zarysowane, jednak nie uniknęliśmy tu schematu. Brak im głębi. Teoretycznie Rachel ją ma. Jej poczynania umotywowane są głębszym myśleniem i urazami z przeszłości. Teoretycznie. Ponieważ ja tego nie czuję. Wybaczam jednak autorce szablonowość w tworzeniu postaci. Po utworzeniu tak oryginalnego świata, wybaczę jej każdy banał dotyczący bohaterów. Tym bardziej, że są naprawdę przyjemnymi w odbiorze osóbkami.

„Nie chciałam kolejnego jednostronnego związku, ale Nick odszedł, a Kisten ładnie pachniał.”

Intryga zgrabnie zawiązana, z wdziękiem łącząca się z treściami pobocznymi. Pomimo mnogości wątków, akcja nie płynie przesadnie szybko. A to z powodu rozwlekłych (na kilka stron) analiz sytuacji, uczuć, świata, ludzi. Było to dla mnie wybitnie nudne, bo i postać Rachel jak mówiłam takowa właśnie była. Do tego na sporą objętość książki składają się również szczegółowe opisu pomieszczeń, ubrań i innych różnych opisów. Gdyby je pominąć, książka miałaby około 300 stron, co według mnie byłoby dobrodziejstwem dla tej powieści.

„Każda magia jest dobra” trafi w gust, każdej romantyczki, gdyż autorka postawiła w niej na relacje damsko-męskie oraz damsko-damskie. No cóż… Ivy nie próżnuje. Rachel nawiązała sporo przyjaźni. Mimo że nieustannie powtarza, że jest wilkiem samotnikiem, to non stop potrzebuje pomocnej dłoni ratującej ją z opresji. Kolejna cecha, której w niej nie lubię…

Rażące podczas czytania były liczne literówki. O dziwo, okładki pomimo, że nie grzeszą pięknem, to jednak pasują do treści i są nastrojowe. Wpasowują się w klimat powieści.

Naprawdę lubię tę serię. A raczej świat, który przedstawiła Pani Harrisom. Wierzę, że autorka udoskonali swój warsztat pisarski, a ten cykl to nie jest równia pochyła jej kariery.
7/10

niedziela, 15 stycznia 2012

"Przynieście mi głowę wiedźmy" Kim Harrison


Tytuł: Przynieście mi głowę wiedźmy
Autor: Kim Harrison
Tom Serii: 1
Wydawnictwo: Mag
Ilość stron: 517

Gdy zaczynałam lekturę „Przynieście mi głowę wiedźmy” nastawiałam się na coś z goła innego niż dostałam. Oczekiwałam uroczego Urban fantasy z mocną dawką romansu okraszonego ciężkim erotyzmem. Otrzymałam fantasy bez romansu, ale za to z jaką fabułą!
Do książki zachęcił mnie enigmatyczny tytuł „Przynieście mi głowę wiedźmy”. Można się z niego dowiedzieć, że książka będzie wypełniona czarnym humorem – czyli moim ulubionym. Jak się później dowiadujemy tytuł jest bardzo adekwatny do treści. Do tego zainteresowała mnie kobieta wątpliwej urody na okładce. I cóż z takiego połączenia może wyjść? Zapadlisko.
Akcja toczy się w świecie wykreowanym specjalnie na potrzeby książki. Wszyscy wiedzą o istnieniu istot nadprzyrodzonych – czarownic, łaków, pixy, wampirów. I stworzono organizacje która ich kontroluje czyli ISB. Właśnie w niej pracuje Rachel Morgan. Od dłuższego czasu jej zlecenia są najprostsze z możliwych, a i tak je knoci. W końcu całkowicie pozbawiona pewności siebie oraz poczucia własnej wartości, odchodzi razem ze swoją przyjaciółką wampirzycą Ivy z ISB. Co oznacza dla niej wyrok śmierci. Rachel staje się zwierzyną łowną. Musi się ukrywać, chroniona przez nie pijącą krwi wampirzyce i pixy – pana Jenksa.
Akcja toczy się powoli. To spory minus, ponieważ przez większość czasu Rachel jest atakowana i nic nie robi oprócz defensywy. Jednak mogę zapewnić, że ta powolna akcja z czasem wciąga, a przy końcówce tempo książki przyśpiesza i mamy zapewnione dreszczyki emocji.
Humor książki przypomina mi ten z cyklu o Anicie Blake. Jak ktoś czytał to wie, w jaki styl to zmierza. Bardzo podoba mi się różnorodność bohaterów tu występujących – praktycznie zawarty jest w tej książce cały bestiariusz.
Postacie są zgrabnie wykreowane. Rachel wzbudza sympatie, identyfikujemy się z nią. Mimo że jest kolejną książkową postacią która pozuje na samotną bohaterkę. Jednak w sumie jest ona sympatyczna. Jest uparta, niezależna do tego podziwiamy jej odważne decyzje.
Jej przyjaciółka Ivy też jest postacią godną zainteresowania. Wampirzyca walczy ze swoimi instynktami. Do tego żywi niezdrową fascynacje Rachel. Pewnie ten wątek wkrótce się rozwinie.
Jednak jasno widać, że otaczający ja przyjaciele nie są z nią do końca szczerzy. Każdy z nich posiada ukryte zamiary i ma jakiś interesowny powód tego, że jest przy niej. Rachel prawdopodobnie wie, że jest niedoinformowana jednak co bardzo irytuje – nie dąży wcale do poznania prawdy. Być może to będzie wątek następnej części.
Najbardziej urokliwą postacią jest według mnie mały pixy pan Jenks. Łatwo wpada w gniew, rzuca celnymi ripostami, a jak go bardzo wkurzysz to obsypie cię pyłkiem po którym skóra niesamowicie swędzi. Chyba tylko on jest przy Rachel bez ukrytych motywów – czysta sympatia.
Przeszkadzała mi chaotyczność akcji. Zostajemy nagle wrzuceni w pewien alternatywny świat i nie wiemy jak się w nim poruszać. Kto jest kim, a kto przeciw komu. Niby najważniejsze aspekty zostały wyjaśnione, niemniej jak dla mnie nie jest to wystarczające. To nieuporządkowanie trwa przez całą książkę i mnie osobiście doprowadza do szału.
Praktycznie żaden wątek nie został doprowadzony do końca. Nic się nie wyjaśniło, za to pojawiło się więcej pytań.
Ogólnie fabuła ciekawa, na pewno pomysł nieszablonowy, dość dobrze napisana choć troszkę topornie, postacie w miarę poprawnie wykreowane. Czytało się szybko, książka mimo że dość spora to jednak czcionka duża więc i wydaje się więcej treści niż jest w rzeczywistości. Na pewno sięgnę po kolejne tomy. Sporo wad i to dość dużych, ale w ogólnym rozrachunku nie jest źle.
Podobno późniejszych tomach ma być jeszcze lepiej, jednak póki co ani widu, ani słuchu w zapowiedziach 4 części.
7/10

środa, 4 stycznia 2012

"Udręka" Lauren Kate


Zaczynając te lekturę nie podchodziłam do niej zbyt entuzjastycznie. Pierwsza część była przeciętna, a nawet lekko poniżej tej przeciętnej. Kolejna część była lepsza – nieznacznie, ale jednak.
Luce zostaje wysłana przez swojego chłopaka do szkoły dla młodzieży Nefilim. Uważa, że tam i z daleka od niego będzie bezpieczniejsza. Luce cierpi katusze tęsknoty za Danielem. Do tego postanawia nie być jedyną niewtajemniczoną w anielskie sprawy. Postanawia dowiedzieć się więcej.
Luce trochę się zmieniła. Nie drażniła mnie tak jak w pierwszej części. W pewnie sposób wydoroślała i przestała być delikatnym kwiatkiem. W końcu postanowiła się uniezależnić, zorientować w tym wszystkim co się wokół niej dzieje. Nie myśli już tylko „jaki to jej ukochany jest wspaniały” (choć oczywiście wciąż o tym myśli), ale chce także wiedzieć kim jest jej ukochany. Przestała być tak żenująco bezsilna, a zaczyna działać. Oczywiście dużo jest też wzdychania za Danielem, ale w ostateczności fabuła nie była tragiczna. Chociaż nie mogę dostrzec kluczowego jej punktu. Głównym wątkiem była chyba Luce i jej rozpacz.
Postacie, które znamy z poprzedniej części nie pojawiają się często, za to mamy multum nowych bohaterów. Przyjemnie skonstruowanie jako osoby które można polubić, zaprzyjaźnić. Na horyzoncie pojawia się kolejny chłopak zauroczony Luce. Nowy amant ma większe szanse tym bardziej, że w jej związku z Danielem zgrzyta. I to poważnie. Nareszcie przestało być słodko i cukierkowo.
Książka była pełna tego co uwielbiam, czyli retrospekcji. Podobały mi się uczucia przedstawione w tej części: dogłębna tęsknota Luce, tajemniczość Daniela, rozterki obojga bohaterów. Pokazane były one w taki sposób, że można było wczuć się w ich sytuacje.
Uważam, że było lepiej niż w „Upadłych” ale znów bez rewelacji. Polecam wszystkim tę młodzieżową lekturę, którzy potrzebują odprężenia i czegoś niewymagającego do czytania. Zakończenie na pewno Was zaskoczy. Mnie zaskoczyło. Czytałam wiele negatywnych recenzji na temat tej pozycji. Czy podzielam tę krytykę? Nie do końca. Nie jest to powieść wybitna, ani też porywająca, niemniej przyjemna.
Drażniły mnie też błędy merytoryczne. Nie wiem czy jest to wina opieszałości autorki czy też może to błędy tłumacza lub korektora. Podając przykład: Luce otwiera pocztę email i stwierdza, że ma dwa emaile od rodziców, a następnie czyta trzy wiadomości. Inny przykład: Wygnańcy są ślepi, a jednak zobaczyli kolor włosów Dawn i Luce. Dziwią mnie takie nieścisłości.
Mag pod względem estetycznym jak zwykle stanął na wysokości zadania. Czcionka duża, wyraźna, dzięki czemu czytało się w bardzo szybkim tempie. Okładka niestety dla mnie tandetna.